zaloguj się   |   załóż konto   |   mapa strony   |

Autosugestia- jak myśleć pozytywnie

Wszelki wysiłek woli, zmierzający do tego, by się zmienić, nie zda się na nic, jeśli pozostawimy w nas zbyt wiele miejsca negatywnym myślom. Musimy dotrzeć do korzeni naszych złych humorów.


Znaczenie myśli w starożytnym monastycyzmie.


Droga do Boga oznaczała dla dawnych mnichów dążenie do osiągnięcia czystości serca, życia w obecności Bożej, naznaczonego stałym rozmyślaniem o Bogu i miłością, która tylko w Bogu ma upodobanie i w Nim znajduje spoczynek. Jednak na tej drodze mnisi natykają się na przeszkodę, jaką stanowią myśli odciągające ich od myślenia o Bogu i otwierania się na Niego. Przeżywają swoją drogę do Boga jako walkę z myślami, jako zmaganie się z myślami złymi i stały wysiłek kształtowania w sobie dobrych, które łączą człowieka z Bogiem.

Człowiek dochodzi do Boga nie przez zewnętrzne czyny, nie przez wysiłki ascetyczne, ale tylko wtedy, gdy jego myśli i uczucia stają się czyste, tzn są w zgodzie z myślami i uczuciami Boga. I tak w czasie naszego życia musimy konfrontować się z myślami, które chcą nas pociągnąć w innym kierunku. Podobnie jak Jezus był kuszony przez szatana, który chciał mu wmówić pewne rzeczy, tak też i my- według dawnych mnichów- jesteśmy kuszeni przez demony, które wywołują w nas określone myśli i za ich pomocą chcą nas przywieść do przyjęcia fałszywej postawy wobec Boga i ludzi.


Dlaczego myśli mają na nas taki wpływ, wyjaśnia Jan Kasjan, najpoważniejszy autor wczesnego zachodniego monastycyzmu, posługując się przy tym porównaniem, zgodnie z którym myśli przekształcają ducha ludzkiego w to, co mu przedstawiają. Treść myśli decyduje o jakości ludzkiego ducha i o tym, czy człowiek jest dobry, czy zły.


Umysł nie mający przedmiotu, do którego by powracał i przy którym mógłby trwać zasadniczo, musi się zmieniać co godzina, ba, co chwila, według różnorodnych pokus, i przekształcać się ciągle według wydarzeń zewnętrznych w stan pierwszy lepszy.


Gdy duch nie ma celu, ku któremu by zmierzał, wówczas opadają go wszystkie możliwe myśli. Jest wydany mocy tego wszystkiego, co wpływa do niego z zewnątrz. Jest kierowany z zewnątrz. Duch zawsze będzie o czymś myślał. Jeśli nie podsuwamy mu sami niczego, o czym ma myśleć, wówczas sam zajmuje się tym, co mu się narzuca. Jest to jednak tak różnorodne i zmienne, że nie pozwala mu dotrzeć do siebie, lecz niszczy go, wewnętrznie go rozdziera.

Kasjan jako lekarstwo na niebezpieczeństwo wewnętrznego rozdarcia proponuje świadome zajmowanie się słowem Bożym. Wówczas człowiek napełnia się duchem, który tkwi w Słowie Bożym. Jest o­n zdania, że duch zawsze przekształca się w to, czym się zajmuje. Nie może tego uniknąć, nie leży to w jego mocy. W jego mocy leży jedynie decyzja wyboru tego, czym chce się zajmować. Dlatego wybór myśli, które w nas wnikają, jest głównym zadaniem życia duchowego. Nie wolno nam się skarżyć, że idzie nam źle, że pogrążamy się w depresjach i jesteśmy pełni obaw, skoro stale powtarzamy sobie słowa takie jak: "Nie uda mi się, nie mam ochoty, boję się." Takimi zdaniami wywołujemy w sobie strach i depresję.

Natomiast, gdy nasze myśli zajmują się Słowem Bożym, przemieniamy się, zdaniem Kasjana, w Słowo Boże i dokonuje się w nas jego wcielenie.

Podejście Kasjana wydaje się jednak trochę zbyt proste- tak, jakbyśmy mogli wybierając myśli określać nasze nastroje, jakbyśmy mogli zajmują się Słowem Bożym rozwiązać wszystkie nasze problemy. Protestuje przeciw temu cała nasza wiedza psychologiczna. Po prostu lęki tkwią w nas tak głęboko, że trudno je usunąć przez powtarzanie słów Pisma Św. Trudno też leczyć depresje wersetami Psalmów. Ale do pewnego stopnia możemy wpływać na siebie pozytywnie lub negatywnie, w zależności od myśli, które dopuszczamy.


Negatywne autosugestie.


Myśli są dla nas przeważnie wewnętrznymi rozkazami. I bardzo często rozkazy prowadza nas w złym kierunku. Czasem ukazują nam rzeczywistość w krzywym zwierciadle i sprawiają, że fałszywie oceniamy samych siebie i nasze otoczenie.

Ewagriusz Pontyjski w swojej wielkiej księdze poświęconej autosugestiom (Antirrhetikon) łączy negatywne myśli z ośmioma grzechami, które oddalają nas od Boga i oddają władzy demonów.

Trzy pierwsze grzechy: obżarstwo, nierząd i chciwość, odpowiadają trzem głównym ludzkim pożądaniom: żądzy posiadania, rozkoszy i władzy oraz uznania i powodzenia. Wyrażają się w takich autosugestiach jak: "Koniecznie tego potrzebuję. Muszę to mieć. Mam do tego prawo."

Do grzechu nierządu wiodą nas według Ewagriusza następujące myśli: "Nigdy nie dojdę do ładu z własną seksualnością. Walka z popędem jest bezcelowa. ". Najczęściej jednak nierząd wyraża się w fantazjach seksualnych, które wyrażają stosunek z kobietą. Albo też wmawiamy sobie, że przecież nie może nam zaszkodzić to, że wdajemy się w relację z daną kobietą, bo rozmawiamy z nią o sprawach duchowych. Niebezpieczeństwo czai się również w tym, że przeceniamy moc seksualności i sądzimy, że jesteśmy wydani jej sile bez jakichkolwiek szans na pomoc. Równie niebezpieczne jest robienie sobie ciągle wyrzutów, gdy tylko ulegniemy naszym seksualnym pragnieniom. Wyraża się w nich tylko ukryte pragnienie- z którym nie zdołaliśmy się pogodzić- by być stale przy upragnionej rzeczy, móc zajmować się seksualnymi wyobrażeniami, nawet gdy uznajemy je za diabelskie. Można sobie pozwolić obcować z tym, czym jest się zafascynowanym, nadając temu negatywne znamię. Do ładu ze swoją seksualnością może dojść tylko ten, kto ją do siebie dopuszcza, godzi się na nią. Wtedy może zostać zintegrowana i uspokaja się.

Grzech chciwości pojawia się w następujących sugestiach: "Samemu ci nie wystarczy, jeśli komuś coś ofiarujesz. Musisz więcej pracować, by zabezpieczyć się na przyszłość". Czujemy, że nigdy nie starcza, że nie możemy wyjść z diabelskiego kręgu ciągle większych potrzeb.

Negatywne autosugestie odgrywają jeszcze ważniejszą rolę przy trzech kolejnych grzechach, płynących z nieuporządkowanego stosunku do naszych uczuć: są to smutek, gniew i apatia.

W smutku użalamy się nad sobą i krążymy tylko wokół własnych problemów, a jednocześnie nie pozwalamy sobie naprawdę pomóc. W końcu smakujemy swój smutek, trzymamy się go mocno, potrzebujemy go, aby się nie zmieniać. Smutek wyraża się często w strachu przed popadnięciem w obłęd albo w myślach, które wmawiają mi, że wszystko robiłem źle, sknociłem całe swoje życie i nic się nie da uratować.

Zamiast walczyć, uciekamy we własną słabość i użalamy się nad sobą, wmawiamy sobie, że jesteśmy wystawieni na tak wielkie zmagania, jakim nie możemy sprostać. Jednocześnie wmawiając sobie wszystkie te zdania nie widzę już, jak bardzo nieuczciwy jestem wobec siebie samego. Nie dostrzegam własnej siły i koncentruję na moich słabościach. Nie chcę dorosnąć i wolę, aby ktoś mi matkował.

Grzech gniewu przejawia się w ciągłych rozmowach z samym sobą, w których wewnętrznie złościmy się na kogoś, życzymy mu źle, osądzamy, szukamy słabych miejsc w jego wypowiedziach na nasz temat, a wtedy rozprawiamy się z nim w myślach, kompromitujemy go, ośmieszamy. Gdy pozwolimy tym myślom trwać w nas, pożerają o­ne nas wewnętrznie, sprawiają, że stajemy się zgorzkniali, zrzędliwi, agresywni.

Dwa kolejne grzechy są natury bardziej duchowej. Próżność i pycha chcą nam zasugerować fałszywy stosunek do innych ludzi i do Boga.Próżność przejawia się także w słowach, które wciąż obmyślamy, by za ich pomocą pouczać innych i imponować im naszą pobożnością i mądrością. Czekamy na ludzi, którzy przychodzą do nas i potrzebują nas jako doradców, uważamy się za kogoś lepszego i odróżniamy siebie od innych.


Pozytywne autosugestie.


Najczęściej przez mnichów praktykowaną metodą reagowania na negatywne autosugestie była tak zwana metoda antyrretyczna. Polega o­na na tym, że ilekroć przychodzi mi na myśl jakieś negatywne zdanie, przeciwstawiam mu jakieś zdanie pozytywne. Przeważnie jest to zdanie z Pisma Św.

Powtarzając sobie dzień w dzień te same słowa, pustelnicy pracowali nad swoją wewnętrzną przemianą. Słowo, które każdy z nich sobie wybrał, jest dopasowane właśnie do niego. Jest dla niego drogą do Boga. Byłoby więc rzeczą bardzo ważną, by odkryć słowo, które otwiera mi drogę do życia, które otwiera mnie na Boga. Nie potrafię powiedzieć teoretycznie, jakie słowo będzie dla mnie odpowiednie. Jeśli jakieś słowo mnie fascynuje, bezpośrednio mnie dotyka, jest to znak, że powinno mi towarzyszyć przez jakiś czas, może nawet przez całe życie.

Można konkretnie wypracowywać w sobie pozytywne słowo.

Pierwsze myśli, jakie pojawiają się po przebudzeniu, wpływają na cały dzień. Dlatego jest tak ważne, by przyzwyczaić się rano wstawać z pozytywnymi myślami, z modlitwą. Od razu wzbudza to we mnie właściwe nastawienie do życia. Jeśli, przeciwnie, złoszczę się, że znowu musze wstać, jeśli robię się ponury, bo pogoda jest zła albo gdy pełen niechęci myślę o trudnych negocjacjach, jakie mnie czekają, wtedy jestem już negatywnie nastawiony do całego dnia. Negatywne myśli odbierają mi energię.

Przytoczony apoftegmat mówi nam, że powinniśmy łączyć pozytywne myśli z określonymi działaniami, jakie podejmujemy w ciągu dnia. Jeśli postanowimy częściej myśleć w ciągu dnia o Bogu albo rozważać jakieś zdanie z Biblii, to takie postanowienie ma małe widoki na sukces. Jeśli jednak połączymy słowa z Biblii lub modlitwę z jakąś czynnością jaką będziemy tak czy inaczej wykonywać, zrealizowanie takiego postanowienia nie kosztuje już tyle energii. Łączymy je z działaniem, jakie na pewno podejmiemy.

Postanowienia, jakie podejmujemy, służą nam często jako wymówka, abyśmy nie musieli niczego zmieniać w naszym życiu. Co prawda postanawiamy, ze będziemy pracować nad sobą, aby uczynić krok do przodu. Ale w rzeczywistości stoimy w miejscu. Postanowienia uspokajają nasze sumienie, ale nie wywołują żadnych skutków. Postanowienie zawsze mnie wyprzedza, zwraca się ku przyszłości, a nie zmaga się z teraźniejszością. Uciekam przed wezwaniem chwili obecnej w niezobowiązującą przyszłość. Zamiast czynić wiele postanowień, powinniśmy wypracowywać w sobie bardzo proste rzeczy. Do tego służą właśnie pozytywne autosugestie.

Sztuka życia duchowego polega na tym, by drobiazgi, z których składa się codzienność, uczynić wprawianiem się w przeżywanie obecności Boga.

Równie ważna, co modlitwa poranna, jest modlitwa wieczorna, zasypianie z pozytywnymi myślami. Będą o­ne nadal oddziaływać na nas podczas snu. Myśli, z którymi zasypiamy współdecydują o tym, jakie będziemy mieć sny. Ponieważ mnisi wiedzieli o pracy podświadomości podczas snu, przestrzegali przed zasypianiem z gniewnymi myślami. Mówili o tym, że gniew może zniszczyć, pożreć duszę, że senne koszmary wywracają ją do góry nogami.

Negatywne myśli znikają, jeżeli zastąpić je pozytywnymi. Nasz duch nie potrafi jednocześnie myśleć o różnych rzeczach, nie może jednocześnie powtarzać sobie różnych zdań. Gdy powtarza zdania pozytywne, negatywne ustają.

Jak brzmią najważniejsze słowa, które sobie wciąż wmawiam, którymi reaguję mimowolnie na określone sytuacje? Na ich tle można znaleźć odpowiednie, przeciwne im słowa z Pisma Św.Byłoby przy tym rzeczą ważną, aby ograniczyć się do niewielu słów i uczynić je jednocześnie motywem przewodnim całego życia. Każdy z nas powinien przejrzeć Pismo Św. pod kątem takich leczących słów.W naszym poszukiwaniu leczących słów z Pisma Św. chodzi o to, aby znaleźć słowa możliwie jak najbardziej dobitne, które łatwo zapamiętać i zaadaptować do powtarzania.

Gdybyśmy przeczytali regułę Św. Benedykta, natknęlibyśmy się na pozytywne autosugestie we wszystkich rozdziałach, w których chce o­n nakłonić mnichów do przyjmowania określonej postawy. Słowa Pisma Św. są dla niego najodpowiedniejszym środkiem uczenia się postawy Jezusa. Posługuje się o­n najczęściej trzema rodzajami słów z Pisma: wersety z Psalmów, słowa z Księgi Przysłów i słowa Jezusa.Benedykt rozumie słowa Pisma jako autosugestie w tym sensie, że już ranek rozpoczynamy jednym z wersetów i powtarzamy go przez cały dzień. Takie słowo staje się tym samym podstawowym słowem, z którym obcujemy, którym żyjemy. Powtarzamy je w czasie medytacji, rano, wieczorem, kiedy jesteśmy bezczynni. Łączymy to słowo z całkiem zwykłymi czynnościami.


Metody obchodzenia się z myślami.


Przeciwstawianie pozytywnych i negatywnych autosugestii było dla dawnych mnichów ulubioną metodą obchodzenia się z myślami, które ich dręczyły. Jednakże oprócz tego autorzy monastyczni wskazywali także inne drogi.

Niekoniecznie trzeba wypędzać myśli pozytywnymi autosugestiami- można zacząć prowadzić z nimi coś w rodzaju dialogu.; pytać je, co oznaczają i sprowadzać swoimi pytaniami ad absurdum. Nawet jeśli myśl jest słuszna, nie jest groźna.

Wielu ludzi nachodzą wciąż wątpliwości dotyczące decyzji, małżonka, zawodu. Często tłumienie wątpliwości czy też niepozwalanie sobie na nie niczemu nie służy. Będą wciąż na nowo przychodzić i wpędzać nas w obawy i niepewność. Jeżeli dopuścimy wątpliwości, jeżeli powiemy : "Tak, to prawda, wszystko to się zdarza, ale mimo to trwam przy decyzji, mimo to pozostaję z moim partnerem", odbieramy tym wątpliwościom siłę i już nas nie nachodzą.

Często bezpośrednia walka z myślą, która się wciąż w nas pojawia, nie przynosi sukcesu. Im częściej zakazujemy sobie myślenia o czymś, tym częściej myśl ta się pojawia i tym intensywniej nas dręczy. Gdy dopuścimy tą myśl do siebie I przyznamy jej rację, będziemy mogli ją osłabić I przezwyciężyć.

Nie jest łatwo wygnać z siebie negatywne myśli. Nie jest to też potrzebne. Powinniśmy na nie pozytywnie reagować. Nie powinniśmy ich dusić, ale mądrze się z nimi obchodzić, walczyć z nimi. To, że powrócą, to nic złego. Nie możemy im w tym przeszkodzić.

Nie powinniśmy się dziwić żadnej myśli, która w nas się pojawia, nawet jeżeli jest nie wiedzieć jak niska I nie fair, nie wiedzieć jak egoistyczna i brutalna. Nie powinniśmy popadać w lęk, jeśli odkryjemy w sobie nienawiść i zawiść, zazdrość i tajone urazy albo jeśli zauważymy, że życzymy komuś śmierci. Nie powinniśmy sobie robić wówczas wyrzutów, że nie wolno nam tak myśleć, że jesteśmy z gruntu źli, skoro mamy takie myśli. Nie powinniśmy dać się zastraszyć żadnej myśli obecnej w nas. Nic nam to nie da, a jedynie wpędzi w lęk I bezowocne samooskarżenia.

Właściwą reakcją będzie raczej przyznanie, że taka czy inna myśl jest we mnie, że życzę komuś śmierci, że czuję w sobie nienawiść, mam mordercze myśli, czuję zazdrość, chęć pognębienia kogoś. Dopuszczam do siebie myśl, ale nie działam zgodnie z nią. Walczę z nią, pytając o jej korzenie: skąd przychodzi ta myśl, co o­na mówi o mnie, jaka pozytywna siła w niej tkwi, jaka tęsknota się w niej wyraża I na jakie wewnętrzne rany wskazuje? Jak bardzo musi mnie ta rana boleć, że tak myślę o innych? Zamiast zakazywać sobie myślenia o tym, dopuszczamy myśl do siebie i możemy otwarcie z nią walczyć. Tylko tak możemy ją przezwyciężyć, nie trwając jednocześnie w ciągłym lęku, że znów się pojawi.

Jednakże istnieją ludzie, dla których dopuszczanie do siebie myśli, żeby z nimi walczyć, nie jest rzeczą dobrą. Powinni o­ni od razu odrzucać myśl, nie zajmując się nią. To, która droga jest lepsza, zależy od jednostki, od jej wytrzymałości i siły oporu.

Metoda polegająca na dopuszczaniu do siebie namiętności i walce z nimi jest lepsza, ale zakłada o­na, że człowiek, który ją podejmuje ma tak silne oparcie w Bogu, że nie zostanie pokonany przez myśli nakłaniające go do ulegania namiętnościom, ale wykorzysta to, co jest w nich pozytywne i siłę, która w nich tkwi, uczyni swoją.

Jest jeszcze inna możliwość radzenia sobie z myślami. Jeżeli powiemy sobie, że w żadnym wypadku nie wolno mi się rozwieść, że w żadnym wypadku nie wolno mi zrezygnować z powołania zakonnego, taka myśl może nas wpędzić w lęk. Nie wiemy, czy jesteśmy w stanie wytrwać w klasztorze czy w małżeństwie, czy też jest to ponad nasze siły. Jeżeli nie wykluczamy rozwodu, ale mówimy po prostu: dobrze, ale dopiero w przyszłym roku, wtedy możemy z większym spokojem zająć się taką natrętną myślą. Nie wolno dać się postawić w nieodpowiedniej chwili w obliczu decyzji rzutującej na całe nasze życie. Oczywiście nie należy też zawsze odsuwać od siebie momentu podjęcia decyzji. Ale często lepiej jest jednak osłabić siłę myśli potwierdzając ją wprawdzie, ale nie idąc za nią w danej chwili. Ta metoda okazuje się bardzo przydatna szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Gdy ktoś doświadcza zamętu spowodowanego kryzysem często traci głowę i pochopnie próbuje coś z tym zrobić. Później najczęściej żałowałby tego kroku. Wszelkie autosugestie, że trzeba to zostawić, że decyzja była przecież właściwa, nic by nie dały. Przeciwnie: tym bardziej pchałoby to tego kogoś w odwrotnym kierunku, bo przecież stracił oparcie I nie da sobie wmówić, że może się trzymać tej przepaści. Wystarczyłoby przestrzec osobę znajdującą się w kryzysie przed kolejnym krokiem i pozostawić jej możliwość, by później poczyniła bardziej przemyślane kroki.

Niekiedy nie pomaga nic innego, jak tylko pójść za myślą, która kogoś martwi I wypróbować ją. Wszystkie argumenty, że dana droga nie jest dla kogoś dobra, nie zdadzą się na nic. Nacisk, by pójść tą drogą, jest tak silny, że ustanie dopiero wtedy, gdy zostanie o­na wypróbowana. Własne doświadczenie uczy lepiej, niż wszystkie rady innych ludzi czy nawet własne argumenty, które przeciwstawia się natrętnym myślom. Wielu ludzi potrzebuje okrężnych dróg. Nie da się ich od tego odwieść. Muszą pójść naokoło, żeby w ten sposób znaleźć właściwą drogę. Ważne jest przy tym, żeby nie podejmowali ostatecznych decyzji, a tylko sprawdzali, czy da się pójść właściwą drogą.

Gdy jakaś myśl wciąż powraca, powinniśmy pytać samych siebie o potrzebę, która się w niej wyraża. Gdy zgodzimy się na potrzebę, dopuścimy ją tak blisko, że jak gdyby odegramy ją przed sobą, może się zdarzyć, że zniknie.

Trudno jest stłumić w sobie potrzebę zwrócenia na siebie uwagi i uznania lub tęsknotę za przyjaźnią. Nic mi jednak nie pomoże, jeśli uznam moją potrzebę za wymaganie, które musi być spełnione, prawo, które mi przysługuje. Wielu zakonników sądzi, że przyjaźń z jakimś mężczyzną lub kobietą jest niezbędna dla ich duchowej równowagi. Nie konfrontują się naprawdę z tęsknotą i bólem, jaki płynie z niespełnionej tęsknoty, lecz kryją je za pretensjami, jakoby taka przyjaźń była koniecznym elementem głębokiego życia duchowego.

W jednym z apoftegmatów wspomniano jeszcze jedną metodę radzenia sobie z myślami: powinniśmy ujawniać wszystkie myśli ojcowi duchownemu. Pozbawiamy je przez to siły.


Gdy dręczą cię nieczyste myśli, nie ukrywaj ich, lecz zaraz ujawnij je twojemu ojcu duchownemu i zniszcz je. Bo w tym samym stopniu, w jakim swoje myśli się ukrywa, mnożą się o­ne i stają się silniejsze. Podobnie jak wąż, który wychynąwszy ze swej kryjówki, ucieka stamtąd, tak I myśl zaraz znika, gdy zostaje ujawniona. I podobnie, jak robak drewno, tak zła myśl niszczy serce. Kto ujawnia swoje myśli, będzie zaraz uleczony, ale kto je skrywa, będzie chory z pychy.


Wiara- czynić tak, jakby…


Wiara dla dawnych mnichów była nie tyle przyjęciem za prawdziwe dogmatów i twierdzeń wiary, ile w pierwszym rzędzie polegała na tym, by czynić tak, jakby… To znaczy, jeszcze tego nie czujemy, nie wiemy tego na pewno, mamy nadzieję I ufamy, że to już się dzieje. I w tej ufności postępujemy tak, jakby to słowo już działało.

Powtarzanie w kółko słów Jezusa nic nie daje. Musimy również działać zgodnie z nimi. Nie możemy czekać, aż poczujemy w sobie siłę, aż będziemy wiedzieć na pewno, że możemy wyjść z samych siebie. Musimy po prostu ze względu na słowo czynić to, co o­no mówi.

Często chcemy mieć w rękach dowody, zanim podejmiemy eksperyment działania. Chcemy poczuć, że jesteśmy uzdrowieni, że Pan jest z nami, że jesteśmy nowym stworzeniem. Chcemy doświadczać w sobie mocy Ducha Św. i działać dopiero mocą tego doświadczenia. Ale takim nastawieniem zagradzamy drogę uzdrowieniu. To jest właściwie niewiara- wierzymy tylko w to, co czujemy, czego doświadczamy. I tak pozbawiamy się szans na nowe doświadczenia, pozbawiamy się szans na prawdziwe doświadczenie wiary.

Doświadczenie wiary staje się udziałem tego, kto skacze, zanim doświadczył, kto postępuje tak, jakby to była prawda, zanim będzie wiedział na pewno.

Stale żyjemy wyobrażeniami. Pytanie tylko, czy chcemy żyć wyobrażeniami, które zagradzają nam dostęp do rzeczywistości, czy też raczej takimi, które ukazują nam rzeczywistość taką, jaką jest z punktu widzenia Boga. .

Autosugestia- jak myśleć pozytywnie.(Anselm Grun OSB)


Przeznaczeni.plPłockie strony

Wymiana Banerow Stron Chrzescijanskich
Friends link: visio-2013-pro-key microsoft-stellt-android-smartphone-projekt-key GĂźnstiges-8-Zoll-Tablet-von-MAS-Elektronik-key Microsoft-Project-2013-Professional-key microsoft-project-2013-editionen-key project-professional-2013-de-key microsoft-project-standard-professional-key ms-project-2013-uebersicht-preis-key microsoft-project-professional-2013-deutsch-pc-key microsoft-project-professional-2013-sale-key microsoft-project-professional-2013-product-key-kaufen microsoft-project-professional-2013-32-bit-key-kaufen office-project-keys-kaufen
Friends link: Windows-7-Professional-SP1-Key Windows-7-Professional-SP1-Key-2 Windows-7-Professional-SP1-Key-3 Windows-7-Professional-SP1-Key-4 Windows-7-Professional-SP1-Key-5 Windows-7-Professional-SP1-Key-online Windows-7-Professional-SP1-Key-online-2 Windows-7-Professional-SP1-Key-online-3 Windows-7-Professional-SP1-Key-online-4

Friends link: windows-7-home-premium-key-cheap buy-windows-7-home-premium-key purchase-windows-7-home-premium-key windows-7-home-premium-key-sale windows-7-enterprise-key-cheap windows-7-enterprise-key-sale windows-7-enterprise-key-online windows-7-home-premium-key-online buy-windows-7-enterprise-key purchase-windows-7-enterprise-key
300-208 www.pass4suresale.com 70-485 http://www.examskip.com/ 70-643