zaloguj się   |   załóż konto   |   mapa strony   |

Kazania na Boże Ciało

WPROWADZENIE:
W dzisiejszą uroczystość sprawowanie Eucharystii ma wyjątkowy przebieg. W wielu miejscach odbywają się procesje z Najświętszym Sakramentem. Chrystus obecny w Eucharystii opuszcza mury świątyni, by poza nią odebrać należną Mu cześć. Te procesje mają nam przypomnieć, że tam, gdzie dziś niesiemy Najświętszy Sakrament, jest miejsce dla Jezusa. A więc pośrodku naszego życia, wśród wielu czynności i zgiełku każdego dnia. Jezus chce być obecny na naszych ulicach i w naszych domach. Wszędzie! Wszędzie niesiony przez świadectwo naszego chrześcijańskiego
życia.

Homilia
ODPRAW TŁUM.
W dzisiejszą uroczystość Najświętszego Cia¬ła i Krwi Chrystusa w całej Polsce wyruszamy w procesjach eucharystycznych ulicami naszych wiosek i miast. Jezusa obecnego wśród nas w sa¬kramencie Eucharystii otacza dzisiaj wielki tłum ludzi. Podobnie jak w dniu Jego służby, opisanym przez św. Łukasza, o czym przed chwilą usły¬szeliśmy w Ewangelii. Tamten dzień był bardzo owocny. Święty Łukasz podkreślił, że Jezus głosił Dobrą Nowinę tłumom, a ponadto uzdrowił ludzi, którzy potrzebowali leczenia.
Kiedy dzień się kończył, Apostołowie zaproponowali, żeby Jezus odprawił tłum. Zwyczajnie chcieli pozbyć się problemu związanego z ko¬niecznością nakarmienia tych, którzy słuchali Jezusa. Kierowali się jakże powszechnym dziś myśleniem praktycznym: „Radź sobie sam". Jednak zaakceptowanie takiego myślenia przez Jezusa mogło przynieść więcej szkody niż po¬żytku Jemu i Jego sprawie. Ludzie ci bowiem najzwyczajniej mogli stać się zagrożeniem dla okolicznych domostw, gdyby chcieli na przykład uszczknąć odrobinę owoców czyjejś pracy, usprawiedliwiając się głodem. Dlatego też Jezus, na przekór propozycji Apostołów, powiedział do nich: „Wy dajcie im jeść". Choć Ewange¬lista nie wspomina o tym, można przypuszczać, że Jezus wystawił na próbę swoich uczniów, sam bowiem dokładnie wiedział, co ma zrobić. Tamtego wieczoru dokonał rozmnożenia chleba i ryb. Dzięki temu nie tylko zaspokoił głód tłumów, ale przede wszystkim zapowiedział ustanowienie sakramentu Eucharystii. Rozmnożenie chleba jest bowiem figurą Eucharystii.
W relacji Łukasza o rozmnożeniu chleba oraz w najstarszym opisie ustanowienia Eucharystii, autorstwa św. Pawła, który usłyszeliśmy w dru¬gim czytaniu, powtarza się tylko jeden element, a mianowicie gest łamania chleba. Zresztą Łama¬nie Chleba jest jednym z najstarszych określeń Eucharystii. Apostołowie uczestniczący w wyda¬rzeniu w Emaus także wspominali, że rozpoznali Chrystusa przy łamaniu chleba. Gest ten ma ogromne znaczenie. Pomaga bowiem zrozumieć przeznaczenie Eucharystii jako sakramentu dla wielu. Podobnie jak krzyżowa śmierć Chrystusa była Ofiarą za grzechy wielu, tak samo Euchary¬stia, która jest uobecnieniem tamtej Ofiary, jest przeznaczona dla wielu.
Kosze pełne ułomków po spożyciu rozmnożo¬nego chleba wskazują natomiast na to, jak wielu jeszcze ludzi mogłoby przyjmować Eucharystię. Wielu w ogóle o niej nie wie, podobnie jak nie wie o Chrystusie, jedynym Zbawicielu człowieka. Ale jest także wielu, którzy mogą ją przyjmować, gdyż są ochrzczeni, a jednak poważne zaniedbania życia religijnego sprawiają, że faktycznie żyją z dala od Eucharystii, a więc z dala od sakramentu dającego życie.
Dzisiejsze uroczyste procesje mają nam wszystkim przypomnieć o tym Pokarmie i jego miejscu. Ono jest dokładnie tam, gdzie dziś nie¬siemy Chrystusa w monstrancji, a więc w środku naszego życia, w jego codzienności, we wszyst¬kich aspektach ludzkiej egzystencji. Wszędzie powinna dotrzeć miłość Chrystusa, którą uosabia ten sakrament.
Wyjdźmy na dzisiejszą procesję z odnowio¬nym pragnieniem jak największego pietyzmu w podejściu do Eucharystii i prośmy Chrystusa o to, byśmy mogli Go jak najczęściej przyjmować. A nade wszystko: „Przed tak wielkim Sakramen¬tem upadajmy wszyscy wraz".


CHRYSTUS ZAPRASZA NA UCZTĘ
Cudowne rozmnożenie chleba w dzisiejszej Ewangelii jest symbolem Eucharystii, w której Chrystus daje nam swoje Ciało i swoją Krew. Okrągłe, piękne zdanie... Co jednak znaczy ono dla nas, chrześcijan? Uczestniczymy dzisiaj w uroczystych procesjach, czcimy Najświętszy Sakrament, śpiewamy piękne eucharystyczne pieśni... I co? Chrystus nie chce być „obno¬szony po ulicach", Chrystus nie chce mieszkać w złoconych tabernakulach, nie chce przebywać samotnie w najpiękniejszych kościołach. On chce mieszkać w naszych sercach, chce być naszym codziennym pokarmem, chce być w nas i dla nas, chce, abyśmy Go przyjmowali, w zgodzie z Nim kształtowali nasze życie, czcili Go w naszych sercach i naszymi uczynkami, abyśmy Go miłowali, miłując bliźniego. Procesje i nabożeństwa mogą i powinny być tylko wyrazem naszej wewnętrznej wiary i zażyłej bliskości z Bogiem, który daje się na pokarm. Inaczej są pustym tradycjonalizmem, rutyną, nic nieznaczącą ceremonią. Jezus Chry¬stus, Syn Boży, chce być naszym pokarmem i towarzyszem życia, naszym Nauczycielem i Mistrzem, wzorcem i punktem odniesienia, chce być Bogiem żywym i obecnym w naszym codziennym życiu, a nie bożkiem i idolem. Na nic nasze uczestnictwo w procesjach, jeśli na co dzień jesteśmy poganami. Wielu będzie w nich uczestniczyć tylko po to, aby się pokazać, zyskać lepszy „image", aby zamanifestować swoją rzekomą katolickość. Po co? Na nic nasze pobożne miny i ułożone zachowanie, jeśli na co dzień nie żyjemy nauką Chrystusa i Jego przykazaniami, jeśli nasze codzienne życie społeczne pełne jest niesprawiedliwości i wyzysku! Na nic uroczyste procesje i manifestacje, jeśli Chrystus nie jest dla nas normą naszego życia. Może więc warto zadać sobie pytania: Po co idę na procesję? Czy jest to zewnętrzny wyraz mojej głębokiej wiary, czy może tylko chęć pokazania się? Czy żyję tym, w co wie¬rzę i co zewnętrznie wydaję się pokazywać?
Jezu, Chlebie Życia, odmień nasze życie codzienne, abyśmy byli Twoimi świadkami nie tylko w czasie procesji i uroczystych ceremonii, ale byśmy świadczyli o Tobie przede wszystkim dobrym, uczciwym życiem. Życie chrześcijanina, nasze życie, musi być zakorzenione w Eucharystii, musi z niej wypływać i do niej dążyć.
Kiedy uczestniczymy w Eucharystii z zaanga¬żowaniem, staje się ona treścią naszego życia, napełnia nas miłością, ogarnia naszą duszę, jest zagłębieniem się w Sercu Chrystusa. Euchary¬stia jest dla nas ochłodą w skwarze, pociechą w utrapieniu, nadzieją w życiowych trudnościach, radością w smutku i pomocą w sytuacjach, zda¬wałoby się, bez wyjścia. Pomaga nam zrozumieć, na ile umysł pojąć może, jak wielka jest miłość Boga do człowieka, jak niezgłębione jest Jego Miłosierdzie dla każdego grzesznika.
Dziś, gdy świętujemy tak wielką uroczystość, stroimy nasze domy, wychodzimy na ulice, dając przez to świadectwo, mam nadzieję, naszej wiary. Pokochajmy Eucharystię, uczmy się Eucharystii, poznawajmy jej głębię, znajdźmy czas, aby poznać jej tajemnicę, w której ukryta jest głębia Bożej dobroci.

CHRYSTUS JEST Z NAMI W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE
Tak wielu ludzi gardzi dziś Eucharystią, nie szanuje jej, często z lenistwa w niej nie uczest¬niczy, chociaż do kościoła ma tak blisko. Można odnieść wrażenie, że im więcej jest samochodów, tym mniej ludzi w kościele, a kiedyś, szczególnie mieszkańcy wiosek, szli wiele kilometrów w śnie¬gu, błocie, w letnim skwarze i jesiennej słocie, aby uczestniczyć w Eucharystii. Dziś ci sami ludzie, chociaż już starsi, wolą siedzieć w domu, wyjechać na działkę, niż pójść albo pojechać do kościoła.
9 czerwca 1945 roku złożono w skarbcu na Jasnej Górze srebrną puderniczkę i mały medalik - konspiracyjne naczyńka, w których od czerwca 1942 roku do lipca 1944 roku przynoszono na Pawiak w Warszawie Komunię Świętą. Do puderniczki i medalionu dołączony był dokument podpisany przez więźniarki Zofię Kossak-Szczucką i Wandę Bieńkowską. Więźniowie, którzy otrzymywali tam Komunię Świętą, pisali: „Całym sercem wam dziękujemy. Czym są dla nas te przesyłki, wiecie. Czy możecie przeżyć większe szczęście w życiu?".
Niech to świadectwo stanie się dla nas po¬wodem do refleksji nad naszą postawą wobec Jezusa, który z miłości do człowieka zapragnął stać się chlebem powszednim. Papież Benedykt XVI powiedział w Kolonii do młodzieży: „Chrystus stał się dla nas chlebem, abyś mógł Go podep¬tać, ale wcale nie oznacza to, że masz prawo to zrobić". Prośmy Boga, aby Eucharystia odmieniła nasze życie i stała się prawdziwie spotkaniem z Bogiem, który ukrył się w Najświętszym Sa¬kramencie. Amen.


Tajemnica Eucharystii jest niezgłębiona.
Żaden człowiek nie zrozumie do końca jej pełni i znaczenia. Dziś, gdy przeżywamy uroczystość Bożego Ciała, możemy zbliżyć się do niej, jak gdyby spojrzeć w głąb niej, ale zawsze pozostanie wielką tajemnicą wiary.
To święto po raz pierwszy wprowadził w 1246 roku biskup Robert dla diecezji Liege, a kilka lat później zatwierdził je kardynał Hugo z Saint-Cher. Wkrótce w 1263 roku miał miejsce niezwykły cud. W Bolsenie, niedaleko Rzymu, podczas przeła¬mania Hostii zaczęła z niej kapać krew. Był to znak, który otrzymał kapłan odprawiający Mszę Świętą, gdy zwątpił, że pod postacią opłatka kryje się Ciało Chrystusa. Poruszony tym zdarzeniem papież Urban IV wprowadził w 1264 roku święto Bożego Ciała w Rzymie. Jak czytamy w papieskiej bulli, uroczystość miała być przebłaganiem i za¬dośćuczynieniem za znieważanie Najświętszego Sakramentu i odstępstwa od wiary świętej oraz miała upamiętniać ustanowienie Eucharystii.
Można podać przykłady cudów eucharystycz¬nych, które mają nam pomóc w zrozumieniu tej tajemnicy. Jeden z nich miał miejsce w Poznaniu. W 1399 roku, według tradycji, miejscowi Żydzi namówili pewną chrześcijankę do wyniesienia z kościoła Ciała Chrystusa. Skuszona obiecaną zapłatą kobieta skradła z kościoła Dominikanów trzy Hostie. Świętokradcy, ukrywszy się w piwnicy jednej z kamienic, zaczęli bezcześcić Najświętszy Sakrament, a wtedy z ugodzonej nożem Hostii wytrysnęła krew. Znajdująca się w piwnicy nie¬widoma kobieta, kiedy usłyszała, co się dzieje, zwróciła się do Jezusa, aby - jeśli rzeczywiście jest obecny w Hostii - przywrócił jej wzrok. I stał się cud: ociemniała zaczęła widzieć. Przerażeni świętokradcy próbowali pozbyć się Hostii, lecz nie mogli ich w żaden sposób zniszczyć. Wyszli więc za miasto, by porzucić je na bagnach. Wkrótce syn miejscowego pasterza ujrzał niezwykłe zjawisko: trzy Hostie unoszące się nad mokradłem. Jego ojciec postanowił powiadomić o tym burmistrza, lecz ten nie dał pasterzowi wiary i uznawszy go za obłąkanego, kazał uwięzić. Gdy jednak pasterz w cudowny sposób się uwolnił, zdumiony bur¬mistrz polecił sprawdzić jego słowa. Wtedy i inni ludzie zobaczyli Hostie. Dopiero sprowadzony na miejsce cudu biskup przeniósł Hostie do miasta i umieścił je w kościele farnym. O zdarzeniu powiadomiono króla Władysława Jagiełłę. Po zwycięstwie pod Grunwaldem monarcha odbył pieszą pielgrzymkę do trzech Hostii z Pobiedzisk, aby wypełnić złożony wcześniej ślub, po czym przez trzy dni adorował Najświętszy Sakrament. Ufundował również kościół Bożego Ciała, do którego później przeniesiono cudowne Hostie. Poznański kościół Bożego Ciała stał się znany w całej Polsce. Zasłynął też licznymi cudami. W pierwszych latach XVIII wieku wybudowano drugą świątynię - w miejscu profanacji Naj¬świętszego Sakramentu. Kamienicę, w której bezczeszczono Hostie, przekształcono w kościół pod wezwaniem Najświętszej Krwi Chrystusowej. Znajduje się tu studnia, do której, według innej wersji przekazu, wrzucono Hostie. Ta historia przede wszystkim ma nam uzmysłowić fakt wiary, że w małej Hostii kryje się prawdziwy Bóg.
Dziś, gdy kapłani wychodzą na ulice naszych miast i wsi, możemy uczcić tę wielką tajemnicę swoją postawą. Wielu młodych nie szanuje Eucha¬rystii. Można to zobaczyć podczas prawie każdej Mszy Świętej, gdy zamiast uklęknąć, kucają, „wypinają się" na Pana Boga. Eucharystia jest też dla niektórych spotkaniem towarzyskim, dlatego rozmawiają, przeszkadzają innym w skupieniu, patrzą na zegarek i nie mogą doczekać się końca. To smutna rzeczywistość polskich kościołów.
Za chwilę na ołtarzu stanie przed nami Chry¬stus, ten sam, który dokonał cudu w Bolsenie, w Poznaniu i w wielu innych miejscach. Ten sam, który umarł i zmartwychwstał, gładząc nasze grzechy. Ten sam, którego każdy z nas przyjmuje w Komunii Świętej podczas każdej Eucharystii. Pochylmy przed Nim czoła i zegnijmy swoje dum¬ne kolana, padnijmy przed Nim i uznajmy w Nim naszego Boga i Pana. Razem z innymi idźmy za Nim w procesji, która wyruszy na nasze ulice. Niech udział w niej młodych ludzi będzie świa¬dectwem wiary w prawdziwą i realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Amen.


Uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa EUCHARYSTIA - DZIĘKCZYNIENIE
„Dzisiejsza, cywilizacja, która zamiast Boga i duszy postawiła pierwiastki i siłę - wygląda marnie i może skończyć się bankructwem". Tak napisał znany nasz pisarz Bolesław Prus, a napisał to przecież jeszcze wtedy, kiedy nauka i technika nie stały na takim poziomie jak dzisiaj. Stwierdzenie to i dzisiaj jest aktualne i brzmi
właściwie.
W tej sytuacji warto, żeby świat zapamiętał upomnienie św. Teresy z Avilla; „Pamiętaj, masz tylko jedną duszę, a jeśli tę jedną duszę stracisz, nie będziesz miał drugiej, którą mógłbyś zbawić".
Siostry i Bracia. Gromadzimy się na przepięknej Uroczystości ku czci Najświętszego Sakramentu. Ustanowił go Chrystus jako po¬karm dla naszej duszy, jako jej siłę i podstawę bytu. Ustanowił go i pozostawił Jezus Kościołowi jako ofiarę dziękczynną za łaskę zbawienia świata. Nam polecił ją składać pod postacią chleba i wina.
Zdajemy sobie sprawę, że nie ma dzisiaj dla człowieka rzeczy bardziej interesującej i bardziej przekonywującej niż chleb. Chleb jest ważny jak ważne jest życie. Człowiek, nim podjął swoje życiowe powołanie pytał rozsądnie i słusznie, czy spełnienie tych zadań i jego powołania da mu chleb, jemu i jego dzieciom. I wszelki ustrój społeczny chcąc pozyskać zwolenników, obiecuje im chleb. Musiał więc i Chrystus swoim zwolennikom obiecać i dać chleb. I przekonał nas Chrystus, że zdolny jest nasycić chlebem wszystkich, którzy pójdą za min.
Cud dokonał się na miejscu odludnym, oddalonym od ludzkich osiedli, ale miejsce to zapełniło się natychmiast, musiał to być wielki tłum, skoro samych mężczyzn było pięć tysięcy.
Pustkowie jest tu obrazem pewnej sytuacji życiowej. Człowiek, jeśli nawet obfituje w dostatek materialny, to jednak może, jak na pustyni, cierpieć głód.
Szwajcaria jest np. krajem przodującym w bogactwie. W jed¬nym tylko tamtejszym mieście Zurychu mieszka kilkaset milio¬nerów. Ale właśnie w tej atmosferze dobrobytu, więcej ludzi niż gdzie indziej, ginie śmiercią samobójczą. W niektórych kantonach szwajcarskich co piąty obywatel szuka śmierci w samobójstwie.
Jest inny bogaty kraj - Szwecja. Co siódmy Szwed spędza urlop za granicą, co czwarty ma samochód, co drugi telefon. Sztuka lekarska i opieka stoi tam na niedościgłym poziomie. I pomyśleć, że właśnie w tym kraju najwięcej jest ludzi obłąkanych, a tamtejsi publicyści piszą o smutku, który nęka ich rodaków. Rozumiemy ten smutek. To jest po prostu głód. Nie chodzi tu o głód materialny, bo takiego człowiek może w ogóle nie zaznać. To jest głód duszy. Ciału potrzebny jest pokarm materialny, ale z głodną duszą nie wystarczy pójść do zakładu zbiorowego żywienia, restauracji, czy baru. Duszy potrzebny jest pokarm duchowy.
Ktoś może powie: mamy przecież takie wspaniałe środki, samo¬chód, książka, kino, teatr, telewizja, przyjaciele. Tam człowiek znajdzie prawdę, dobro i piękno. Nie mój drogi. Z kina czy z teatru możesz wyjść rozgoryczony, od książki oderwie cię zmęczenie, a przyjaciel może cię zdenerwować. W życiu inaczej, w telewizji inaczej. Wszystkie te rzeczy mają to do siebie, że one rozbudzają głód duchowy, ale jego samego nie uśmierzają. One rozbudzają tęsknotę za prawdą i pięknem, ale tej tęsknoty nie zaspokajają, bo one są tylko odbiciem, obrazem prawdy, a obra¬zem nikt głodu nie zaspokoi. Ten głód może zaspokoić tylko Bóg, Najwyższe Dobro, Prawda i Piękno.
On stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, na obraz najwyższej Prawdy, Dobra i Piękna, dlatego za tymi wartościami tęsknimy. Niestety ludzie zapatrzeni wyłącznie w dobrobyt ma¬terialny, w sukces, w tytuł naukowy, w wysokie stanowisko, w nowy rekord, w osiągnięcia naukowe, nic poza tym nie widzą. Umierają na białaczkę, padają ścinani zawałami serca od gonitwy i po¬śpiechu za chlebem pod rożnymi postaciami i w różnej formie. A gdy już go zdobędą, nawet bardzo dużo, gdy zdobędą nie tylko to co jest konieczne do życia, ale to co jest jego okrasą, samochód, domek w atrakcyjnym miejscu, to stwierdzają z prze¬rażeniem, że to jeszcze nie wszystko, że pozostał im boleśniejszy głód. Głód radości, spokoju i szczęścia. Zatem oszukują go pijaństwem, narkotykami, rozpustą. Socjologowie zastanawiają się nad tłem psychicznym tego pijaństwa, narkomanii czy wzmożonego erotyzmu, i nie przyjdzie im na myśl, że podłoże jest jedno: głodna dusza, nienasycona i serce niespokojne.
Przed kilkudziesięcioma laty odszedł z tego świata jeden z bardzo poczytnych pisarzy, niestety wychowany bez religii i Boga, G. Maupassant. Po okresie powodzenia i sławy, przyszły na niego ciężkie dni. Wprawdzie nie odebrano mu majątku ani rozgłosu. Poczuł się jednak bardzo nieszczęśliwy. Wycisnął z życia co się dało i stanął wobec beznadziejnej pustki. Sam dla siebie stał się ciężarem nie do zniesienia. Szuka ratunku w ustawicznych podró¬żach, przemierza Francję z jednego końca na drugi, ale spokój nie wraca. Lekarze, do których się udaje, bezradnie rozkładają ręce wobec tej choroby. Wówczas to pisarz sięga po książkę religijną. Czepia się resztkami sił słabej iskierki dawno wygasłej wiary. Niestety na tej drodze nie potrafi długo wytrwać. Przecina sobie gardło, ale umiera dopiero po osiemnastu miesiącach zupełnie obłąkany. Nie pomogły sława, rozgłos ani majątek. Człowiek, który całe życie spędza w ślepej ufności we własne siły musi się załamać, nie może wytrzymać ciężaru swojej samotności.
Odbierają sobie życie ludzie młodzi, od jego nieznośnego ciężaru uciekają starzy. W Argentynie w miejscowości Salto popeł¬niła samobójstwo Marina Zamudo. Dziwne i przykre zarazem, bo miała sto osiem lat. Zabrakło jej nie tylko sił fizycznych, ale przede wszystkim duchowych do dalszego życia. Świadczy to o bezradności dzisiejszego człowieka na wielkiej pustyni życia. Nie umie znaleźć oparcia i gubi sens istnienia. W obu tych przypad¬kach i wielu innych może nam bliższych, Bóg jest daleko. Brak kontaktu z Nim, zupełny zanik życia religijnego i Eucharys¬tycznego, to najczęstsza przyczyna wszelkich tragedii.
Chleb daje nam siłę. Ludzie nakarmieni na pustyni mieli siłę, byli zdolni nadal trwać przy Chrystusie i w końcu zdrowo powrócić do swoich osiedli, domów i rodzin.
Chrystus nadal mnoży swój chleb w każdej Mszy św., w Komu¬nii św., darząc nas potrzebną siłą. Kiedy w naszym sercu zamieszka Bóg z Ciałem i Krwią, kiedy mamy świadomość Jego obecności, kiedy czujemy jak Jego Serce bije tuż obok naszego, jak nasze słabe ramię wspiera się o Jego potężne ramię, żaden lęk ani słabość nie znajdą do nas dostępu. Ta Jego obecność doda nam zawsze otuchy, siły i odwagi.
17 października 1849 roku w Paryżu w ubogim mieszkaniu z dala od kraju, Warszawy i rodziny umierał wielki kompozytor, geniusz muzyki, Fryderyk Chopin. Przy śmiertelnym łożu trwał przyjaciel Chopina, ksiądz Aleksander Jełowiecki. W relacji listownej do swojej znajomej w Rosji zostawił i nam wszystkim Polakom opis ostatnich chwil wielkiego kompozytora. Warto poznać co znaczy Eucharystia, ile daje siły i radości cierpiącemu i umierającemu człowiekowi.
Oto co pisze Ksiądz Jełowiecki:
„Od lat mnogich życie Chopina było jak na włosku. Przyszedł dzień św. Edwarda, patrona ukochanego brata mojego - pisze Jełowiecki - ze zdwojoną troską szedłem do Chopina... rzekłem, przyjacielu mój kochany, dziś są imieniny mego brata. Chopin westchnął, a ja mówiłem dalej: w dzień święta mego brata zmarłego daj mi wiązanie; daj mi duszę twoją. Rozumiem cię -odpowiedział Chopin - weź ją. Padłem na kolana i w sercu swoim zawołałem do Boga: Bierz ją sam. I podałem Chopinowi Pana Je¬zusa ukrzyżowanego, składając go w milczeniu na dwie ręce. Czy wierzysz - spytałem - jak cię nauczyła matka? Wierzę jak mnie nie nauczyła matka. I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą i przyjął Wiatyk i Ostatnie pomazanie. Od tej chwili przemieniony łaską Bożą stał się jakby innym człowiekiem.
Przyjaciołom oznajmił z wyraźną radością, że pojednawszy się z Bogiem czuje nieopisaną ulgę i radość".
Dzień i noc trzymał Jełowieckiego za ręce i szeptał mu trwoż-nie: „ty mnie nie odstąpisz w tej stanowczej chwili", całował Krzyż i radośnie mimo ataków kaszlu do obecnych przemawiał. W sa¬mym skonaniu jeszcze raz powtórzył najsłodsze imiona: Jezus,
Maryja i Józef, przycisnął Krzyż do ust i serca i ostatnim tchnieniem wymówił słowa: „Jestem już u źródeł szczęścia"
i skonał.
Siostry i Bracia. Bardzo licznie gromadzi nas to wspaniałe święto Ciała i Krwi Pańskiej. Bardzo mocno wiążę nas jako jedną rodzinę Bożą Stół, na którym Pan nasz Jezus kładzie Siebie jako Chleb, abyśmy się nim posilali, żeby nie ustać, nie osłabnąć w drodze do Domu Ojca.
Zostawia nam Siebie jako Ofiarę dziękczynną. Takie jest znaczenie samego greckiego słowa: eucharistein - „dziękować". Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy, dając chleb i wino jako swoje Ciało i Krew - składał Bogu dziękczynienie. Dziękczynienie to związane było z wieczerzą paschalną, obchodzoną przez Żydów na pamiątkę i z wdzięczności za wyprowadzenie z niewoli egipskiej. Nabiera ono nowych treści, gdy staje się dziękczynieniem -wieczerzą paschalną Nowego Przymierza. Tu już nie dziękuje się Bogu i nie wielbi Go za zdziałane w ciągu historii Izraela przedziwne sprawy, będące zaledwie cieniem dóbr przyszłych, ale za samo zbawienie świata dokonane przez paschalną tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, symbolizowane i uobecniane w ustawicznie gromadzonej wspólnocie Jego wyznawców.
Wszystkie wymiary Eucharystii, wszystkie te przedziwne spra¬wy, które Ona powoduje w nas i naszych braciach są przedmiotem dziękczynienia i racją uwielbienia Boga. Nie można też inaczej i doskonalej wyrazić swojej wdzięczności Bogu jak tylko w pełni uczestnicząc w Najświętszej Ofierze, w pełni tzn. przystępować do Komunii św. co to z kolei pozwoli nam żyć pełnią życia. Tylko wtedy człowiek będzie radosny i szczęśliwy, silny i pewny, że posilony Prawdziwym Bożym Chlebem nie osłabnie, nie zbłądzi i nie pozostanie sam na pustkowiu życia, ale razem z braćmi pewną drogą będzie podążał do swego domu, który przeznaczył mu Bóg Ojciec. Amen.



UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA
Społeczna cześć Najświętszego Sakramentu
Obchodzimy dzisiaj Uroczystość Bożego Ciała obecnego w Najświętszym Sakramencie. Ta uroczystość przypomina nam, że Jezus jest tu. Tu jest Jego nauka, życie i osoba. Ta Jego nauka, życie i osoba mówi nam, że Bóg jest miłością. Znaczy to, że wszystko, co czyni, jest miłością. Tak jak słońce tylko świeci, obdarzając swoim światłem i ciepłem wszystkich, któ¬rzy staną w jego promieniach, podobnie Bóg tylko kocha, ob¬darzając swoim światłem i ciepłem tych, którzy gotowi są przyjąć jego miłość. Kiedy przez grzech odchodzimy od Boga i Jego miłości, wszelka zmiana jaka się dokonuje, zachodzi w nas, a nie w Nim. On kocha nas niezmiennie. Miłość to dziele¬nie się samym sobą i swoim życiem. Bóg stworzył nas, bo chciał się z nami podzielić sobą, swoim życiem. Wzywa nas przy tym, byśmy byli Jego ludzką rodziną, byśmy tworzyli wspólnotę miłości, w której każdy z ochotą pracowałby dla szczęścia innych.
Święto Bożego Ciała ustanowił papież Urban IV w 1264 roku. Od tego czasu w to święto wierni wychodzą na ulice, place i rynki miast, osiedli i wsi, aby wspólnie i publicznie oddać cześć Bogu utajonemu w Najświętszym Sakramencie Ołtarza.
Za chwilę i z naszej świątyni wyruszy wspaniała procesja do czterech ołtarzy, w czasie której wszyscy: dzieci, młodzież i dorośli będą oddawać cześć Jezusowi. Dzieci będą rzucać pod Jego stopy kwiaty. Starsi będą Mu oddawać cześć śpiewem pieśni i swoją żywą wiarą i gorącą miłością.
Może ktoś zapyta: jaki ma sens dzisiejsza uroczysta proce¬sja? Czy nie można indywidualnie i prywatnie czcić Chrystu¬sa?
Bóg ma prawo nie tylko do czci indywidualnej, ale i zbio¬rowej. Mamy czcić Pana Boga zbiorowo dlatego, bo Bóg stwo¬rzył człowieka jako istotę społeczną. W społeczności rodzinnej przychodzimy na świat, w tej społeczności się wychowujemy. Później w społeczności zdobywamy wykształcenie, zawód i stanowisko. Społecznie zdobywamy i rozwijamy postęp, kul¬turę i cywilizację.
Z woli Bożej i zbawienie osiągamy w społeczności nad¬przyrodzonej zwanej ludem Bożym, Kościołem Chrystuso¬wym. W drodze do zbawienia nikt z nas nie jest samotną wy¬spą. Bóg nie tylko stworzył jedną, wspólną dla wszystkich, naturę ludzką, ale postanowił zjednoczyć całą ludzkość w je¬den lud, na czele którego postawił swojego Syna. Ten lud ożywił Duchem Świętym i zjednoczył w jednym Kościele. Przez usta proroka Jeremiasza zapowiedział: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem".
Figurą tego ludu Bożego był Naród Wybrany, z którym zawarł Pan Bóg przymierze na górze Synaj. Kontynuacją i udoskonaleniem tego ludu jest Kościół Chrystusowy, oparty na przymierzu zawartym we Krwi Chrystusowej, na Kalwarii. Do nas woła św. Piotr: „Wy jesteście wybranym plemieniem, kró¬lewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi. Wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym".
Przez chrzest św. i wiarę stałeś się członkiem ludu Boże¬go, wyróżniasz się od nieochrzczonych synem Bożym, miesz¬kaniem Ducha Świętego. Prawem tego ludu Bożego jest spo¬łeczna miłość, a celem: królestwo Boże. Na mocy chrztu św. zostałeś zobowiązany do wielbienia Boga nie tylko indywidu¬alnie, pojedynczo, ale i wspólnie z całym Kościołem.
Teraz już rozumiesz droga siostro, drogi bracie, dlaczego dzisiaj jako społeczność ludzi wierzących idziemy w procesji. Idziemy razem, głęboko przekonani, że mimo różnic stano¬wimy jedną Bożą rodzinę. I dlatego wychodzimy dzisiaj wspólnie, aby wielbić Boga, który nas powołał do społeczności ludu Bożego.
Powinniśmy czcić Boga społecznie także dlatego jeszcze, że Chrystus na krzyżu ofiarował się nie za jednego człowieka, ale za wszystkich ludzi, za całą ludzkość, za żywych i umarłych, za wierzących i niewierzących, za przyjaciół i wrogów. I dziś we Mszy św., w tej bezkrwawej ofierze krzyża na naszych ołtarzach, ofiaruje się On za cały rodzaj ludzki. Dlatego cała społeczność wiernych winna Go wielbić.
Mamy oddawać Bogu cześć społecznie jeszcze dlatego, że wszyscy bez wyjątku powołani jesteśmy do zbawienia, które¬go jedynym pośrednikiem jest Chrystus uobecniający się dla nas i jednoczący nas w Kościele, w tym ludzie Bożym.
Bóg daje łaski pojedynczym ludziom, ale chce ich zbawiać i uświęcać nie pojedynczo, z pominięciem wszelkiej między nimi więzi, ale w ramach utworzonej przez nich społeczności. Zbawienie bowiem zawsze dokonuje się za pośrednictwem społeczności, jaką jest Kościół. Nikt sam sobie nie może udzie¬lić sakramentu, ani łaski. I tak np. chrzest, pokutę i każdy inny sakrament otrzymujemy w społeczności i za pośrednictwem społeczności. Jeżeli Bóg nas zbawia w społeczności i przez społeczność ludu Bożego, to winniśmy składać Bogu cześć wspólnie czyli społecznie.
I jeszcze jedno. Dlaczego właśnie w Uroczystość Bożego Ciała wyruszamy w procesji, by wspólnie wielbić Boga? Otóż gromadzimy się dzisiaj wokół Eucharystii dlatego, że Naj¬świętszy Sakrament jest centrum społeczności ludu Bożego. Eucharystia zespala cały Kościół, jednoczy go we wspólnej ofierze Mszy św. Pomnażając w nim miłość, jest ustawiczną przyczyną wzrostu, rozwoju i świętości. W Eucharystii naj¬bardziej urzeczywistnia się jedność wyznawców Chrystusa.
Sobór Watykański II przypomina nam, że „głównym zda¬niem Ludu Bożego jest zgromadzenie eucharystyczne stano¬wiące ośrodek wspólnoty wiernych".
Eucharystia jednoczy lud Boży, ponieważ Chrystus ofiarę eucharystyczną spełnia w Kościele, a więc przez posługę ludu Bożego, który w raz ze Zbawicielem, uczestnicząc w Jego ka¬płaństwie, składa siebie Bogu Ojcu w ofierze. Eucharystia jed¬noczy Lud Boży również dlatego, że jest wspólną ucztą. Ciało i Krew Zbawiciela dzielone pomiędzy wszystkich są znakiem jedności i miłości. Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego sa¬mego chleba (por. 1 Kor 10,17). Posileni chlebem Pańskim przedstawiamy jedność ludu Bożego, której znakiem i przy¬czyną jest Najświętszy Sakrament.
Społeczność ludzi wierzących powinna się odznaczać miłością. Tę miłość złączył Chrystus z Eucharystią, kiedy przed jej ustanowieniem umył nogi uczniom i dał im przyka¬zanie miłości. Jedność i miłość społeczna między członkami ludu Bożego ma być skutkiem Eucharystii.
Jesteśmy Bożą społecznością, ludem Bożym, przez Boga ustanowionym, przez Chrystusa odkupionym, społecznością niosącą nam zbawienie, której siłą jednoczącą jest Eucharystia. Dlatego dzisiaj gromadzimy się wspólnie wokół Eucharystii, aby wspólnie oddać hołd Bogu utajonemu.
Gandhi, ubóstwiany i podziwiany przez swoich obywate¬li, przywódca Hindusów, brał pewnego razu udział w wiel¬kim wiecu w Kalkucie. Zebranych było 15 tysięcy ludzi. Prze¬mawiano przez trzy godziny. W końcu przyszedł najważniej¬szy moment - przemówienie Gandhiego. Powiedział tylko jedno zdanie: „Nie tylko ja, ale całe Indie najwięcej zawdzię¬czają mężowi, którego noga nie dotknęła nigdy naszej ziemi. Tym mężem jest Jezus Chrystus".
Tak, cała ludzkość zawdzięcza swoje odkupienie i zba¬wienie Jezusowi ukrytemu w Eucharystii.
Dlatego z głęboką wiarą i miłością bierzmy udział w dzisiejszej procesji wraz z całą społecznością parafialną. Amen.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało) - w kościele
Boski Chleb Aniołów dla synowskich jeno stołów
Wieczernik - Ostatnia Wieczerza
Uroczystość Ciała i Krwi Pana Jezusa prowadzi nas do korzeni, do domu zwanego do dziś Wieczernikiem, do Je¬rozolimy. Budynek, mimo że jest obecnie w rękach muzuł¬manów, jest czcigodnym miejscem tak dla chrześcijan, jak i Żydów. Na parterze znajduje się symboliczny grób króla Dawida, najsławniejszego władcy Izraela, który przez czter¬dzieści lat władał Palestyną. Na piętrze owej budowli znaj¬duje się duża sala, w której według tradycji Pan Jezus spożył Ostatnią Wieczerzę ze swoimi uczniami. Przypomnijmy so¬bie te dwa wielkie wydarzenia, jakie miały miejsce owego pamiętnego wieczoru: ustanowienie Najświętszego Sakra¬mentu i sakramentu kapłaństwa.
Jan Paweł II przypomniał nam w czasie jednej z audiencji, że Boskim Chlebem karmimy się, aby stać się prawdziwymi świadkami Ewangelii. Tego Chleba z Ostatniej Wieczerzy po¬trzebujemy, by wzrastać w miłości, gdyż ona jest niezbędna, by¬śmy mogli rozpoznawać oblicze Chrystusa w naszych braciach.
Ostatnia Wieczerza i krzyż na Golgocie stały się dopeł¬nieniem oddania się nam w najdoskonalszej miłości - w po¬słannictwie naszego Zbawiciela. Nie na darmo w pieśni śpiewamy: „On się nam daje cały, z nami zamieszkał tu". Ten, który prawdziwie za nas umarł, którego uczniowie spo¬tkali w drodze, za Nim poszli, dotykali Jego ran, wyznali, pa¬dli na kolana, mówiąc: „Pan mój i Bój mój", bo zobaczyli. Pan Jezus przyjął na siebie wszystkie wymiary człowieczeń¬stwa z wyjątkiem grzechu, ogołocił się z własnej chwały, aby nas chwałą przyodziać.
Chrystus umacnia każdego z nas
Oto źródło siły i duchowej mocy - Chrystus ukryty w Naj¬świętszym Sakramencie, prawdziwy Bóg i człowiek, który niegdyś chodził po tej ludzkiej ziemi lecząc, karmiąc i pocie¬szając ludzi. Teraz stał się bogactwem kochających, wierzą¬cych serc. I do nas wypowiada znamienne słowa: „Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam". To On zachęca: „Przyjdźcie do Mnie wszy¬scy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrze¬pię". Przyjdźcie po siłę do znoszenia przeciwności, trudów losu, cierpienia, przyjdźcie po moc do zwalczanie pokus, opierania się wielorakim falom zła.
Tak często czujemy się słabi, duchowo chorzy, brak nam ochoty do życia, do wytrwania w łasce, lękamy się o naszą te¬raźniejszość i przyszłość. Wyciągnijmy więc ręce po „Chleb Mocnych". Otwórzmy przed Chrystusem w Najświętszym Sakramencie swoje serce i przedstawmy nasze problemy, tro¬ski, jakie nas przygniatają. Pozwólmy, aby nami kierował, był naszym natchnieniem.
Głód Boga trzeba zaspokajać
Wspomina były więzień obozu koncentracyjnego w Dachau: „Głód to tortura. Menażkę zupy południowej «wlałem w siebie». Byłem pełny po usta, a bardzo głodny. Dali skibkę czarnego chleba, a zdaje mi się, że połknąłbym cały boche¬nek. Głód we mnie dalej był nienasycony".
Inny przykład. Miasto nad Sanem. Trwała jeszcze wojna. Na ulicach coraz częstsze łapanki. Jedna z rodzin ukrywała się w przysłowiowej lepiance w pobliskim lesie. Z każdym dniem dokuczał im coraz większy głód i nękały choroby. Ojciec z dzieckiem udał się po kryjomu do piekarni na skraju mia¬steczka. Na widok leżących na półce chlebów ugięły mu się nogi. Zapach świeżo upieczonego chleba przyprawił go o mę¬ki. Nigdy ten chleb nie pachniał tak, jak wówczas. Wyciągnął więc rękę po bochenek...
Idący za Chrystusem jedli i nasycili się. Pragnęli uczy¬nić Chrystusa Królem, bo mieli chleba do syta. Ale przecież mamy nie tylko żołądek - głód odczuwa także nasze serce! Wielu z nas pragnie wartości większych niż kromka czy bo¬chen chleba! Szukamy siły do wyjścia z różnych zniewoleń, nałogów, przyzwyczajeń. Głód chleba staramy się zaspokoić od razu, a co z głodem Boga?
Boski Chleb niesiony ulicami wiosek i miast
W dawnej liturgii Słowa na dzisiejsze święto znajduje się przepiękna modlitwa: „Oto Boski Chleb Aniołów dla synow¬skich jeno stołów. (...) Oto święta, żywa Manna ludziom dana na drogę... Oto święta Krew Przymierza, łask krynica żywa. Ona Boski gniew uśmierza, z grzechów nas obmywa".
Stąd trzeba nam iść dalej, iść z Chrystusem, posilać się Jego Chlebem, a raczej Nim samym. Po uroczystej Mszy świętej wyruszymy więc w drogę, niosąc Ciało Chrystusa ukryte w naszych sercach i wyraźnie widoczne w monstran¬cji. Poniesiemy Chleb nieśmiertelnego życia nie tylko ulicami naszej miejscowości. Będziemy Chrystusa adorować, wokół Niego zgromadzi się Kościół - żywa monstrancja Zbawiciela świata. Niech więc prawdziwi chrześcijanie - mam nadzieję, że jesteśmy takimi my wszyscy - ukażą świadectwem życia, radosną wiarą i dobrocią swoją przynależność, swoją tożsa¬mość katolicką i polską.
Kościół namiotem spotkania
Z kościoła wrócimy do swoich domów, a jutro znów roz¬poczniemy normalne, codzienne życie pełne niespodzianek i problemów. Nie liczmy na samych siebie, tylko na nasze ludzkie siły. Z nami jest Chrystus -jak powszedni chleb. Po¬wracajmy do tej świątyni, do tego namiotu spotkania z naszym Przewodnikiem przez życie. Zbierając się tutaj na czuwaniu i modlitwie, będziemy przedłużać Jego trwanie w nas.
Pozwólcie, że zakończę słowami życzeń wypowiedziany¬mi przez Jana Pawła II: „Życzę wam, ażeby Pan Bóg odbierał chwałę swoją na polskiej ziemi, na każdym miejscu i w każ¬dej rodzinie. Żeby odbierał chwałę swoją w każdym polskim kościele. Życzę wam częstego i osobistego spotykania się z Chrystusem, jak z codziennym chlebem powszednim. Idą czasy trudne, ale bądźcie mocni - Chrystus pozostał z wami na zawsze". Amen.


Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało) - z procesją
Jezus Chrystus - Chleb żywy
Świat szuka źródła szczęścia nie tam, gdzie trzeba
Historia zachowała ciekawą wzmiankę z czasów od¬krycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Rozniosła się wówczas wieść, że na nowo odkrytej ziemi istnieje źródło młodości. Trzeba wykąpać się w wodach tego źródła, aby od¬zyskać utracony wigor, młodość. Na statkach płynęli ludzie: jedni szukali przygody, inni skarbów, a jeszcze inni młodo¬ści. Płynęli także misjonarze, bo mieli już kogo nauczać i na¬wracać. Niebawem poszukiwaczy młodości spotkał zawód - takie źródło nie istniało!
Dzisiaj trzeba spojrzeć inaczej, nie w głąb ziemi, ale swo¬jego serca, w głąb duszy, a to bardzo trudne. Trzeba znaleźć sposób na zaspokojenie pragnienia duszy, a to może uczynić jedynie Jezus Chrystus.
Po wojnie Polacy wędrowali niemal do wszystkich krajów świata po prostu za chlebem. Potem zmieniły się czasy i wła¬dze - prawie wszystko było na kartki, chleba brakowało na półce w sklepie. Teraz przyszedł czas, że nie ma pracy i czę¬sto chleba nie ma za co kupić. W wielu jednak wypadkach jest chleb, jest dobrobyt, ale brakuje szczęścia, spokoju!
Znana gwiazda filmowa Greta Garbo, będąc u szczytu sła¬wy, w wieku 36 lat, porzuciła karierę filmową. W wywiadzie udzielonym po 36 latach powiedziała: „W moim życiu panował wielki zamęt i chaos, a dzisiaj zbyt późno, abym mogła je upo¬rządkować (...). Stale na coś czekałam, ale na co, sama nie wiem. Równie dobrze mogłabym mieszkać na bezludnej wy¬spie, ale i tam nie znalazłabym wewnętrznego spokoju... Po prostu zmarnowałam życie... dlatego teraz nie mogę zaznać spokoju!" (ks. Ryszard Koper, Aby mądrzej żyć).
Uroda, sława to za mało na udane życie. Wiedział o tym Pan Jezus. Świadom, że dla Niego wybiły ostatnie godziny, kazał przygotować Ostatnią Wieczerzę i do uczniów powie¬dział: „Gorąco pragnąłem spożywać tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał". W ostatnich słowach, jako w testamencie, za¬pewnił nas, że nie zostawi nas samych, nie zostawi nas siero¬tami. Nie mógł dla wszystkich pozostać w jednym miejscu na ziemi - pozostał w postaci Boskiego Chleba we wszystkich kościołach świata. Aby tego dokonać, wziął do rąk chleb, przemienił go, błogosławił, łamał i dawał tym, którzy byli potrzebujący i spragnieni Jego obecności i pomocy. I tak do końca świata czynić będziemy na Jego pamiątkę. Pozostał z nami, dotrzymując wiecznego przymierza.
Wspaniale wyraził to św. Tomasz z Akwinu: „Zbliżam się w pokorze i niskości swej, wielbię Twój majestat skryty w Hostii tej (...). Mylą się o Boże, w Tobie wzrok i smak. Kto się im poddaje, temu wiary brak". I dalej: „Ty, coś upamięt¬nił śmierci Bożej czas - Chlebie Żywy, życiem swym darzą¬cy nas - spraw, bym dla swej duszy życie z Ciebie brał, bym nad wszelką słodycz Ciebie poznać chciał".
Na miłość trzeba odpowiedzieć miłością
Święci wciąż z bólem powtarzają: „Miłość nie jest ko¬chana", i wcale się nie mylą. Wystarczy zajrzeć do naszych świątyń, domów rodzinnych, miejsc pracy i nauki. Puste sta¬ją się kościoły, pustką napełniają się nasze serca! Jedni idą do kościoła, bo mama kazała, inni wychodzą do kościoła, ale w czasie Mszy świętej siedzą w samochodzie lub spacerują obok, uważając, aby w porę wrócić do domu. Pytam, kogo oszukują? Komu robią na złość?
Pewna młoda matka wyznała nie tak dawno: „Jest mi ciężko, ale ja nie muszę, ja chcę iść do kościoła na niedziel¬ną Mszę świętą, ja chcę powiedzieć Bogu wszystko, co mnie cieszy i co smuci. Ze mną idą i dzieci - my idziemy. Wielu ulega pokusie i woła niemal na cały głos: nie mam czasu, nie chce mi się golić, ubierać... jestem zmęczony! U nas tego nie ma. Przecież Jezus czeka na nas - to dla nas jest istotne. Spo¬strzegam, że taki dzień jest udany i dobrze zorganizowany. Dzieciom powtarzam, że nie zdrowi potrzebują lekarza, ale ci, co się źle mają... Przychodzą chwile oschłości, ale to nie ma znaczenia, wiem, że Bóg nie przestaje mnie kochać".
W jednym z niemieckich kościołów po obu stronach oł¬tarza umieszczono figury aniołów. Przy tym po prawej stro¬nie widniał napis z zachętą: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Kto spożywa ten Chleb, będzie żył na wieki". Po lewej zaś była przestroga przed niegodnym przyjmowaniem komunii świętej, aby nie być winnym Bożego sądu.
Boże Ciało - uroczystość Ciała i Krwi Przenajświętszej
Dwa razy w roku Bóg opuszcza mury świątyni, by udać się do swych dzieci. W dzień Wszystkich Świętych odpra¬wiana jest Msza święta na cmentarzu grzebalnym. Pan Jezus pochyla się wówczas nad grobami naszych zmarłych, łączy się w modlitwie razem z nami i z tymi, którzy już odeszli.
Dzisiaj wyjście Jego jest radośniejsze. Wychodzi z kościo¬ła, a raczej prowadzimy Go w uroczystej procesji ku naszym do¬mom: „Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się Jego dzieciom powodzi". Nie byle komu więc budujemy ołtarze, stroimy domy.
W każdej parafii, także i u nas, jest uroczysta procesja eu¬charystyczna. Chrystus jest jakby w naszych rękach, tak bliski i dla nas dostępny. Staramy się przygotować jak najlepiej do tej uroczystości. Dajemy wszystko z siebie, aby u nas było naj¬piękniej. Dobrze myślimy, ale czasem zapominamy, że Króle¬stwo Chrystusa jest w nas, w naszych sercach.
Dzień dzisiejszy jest czasem spotkania miłości Bożej z naszą miłością, dniem wzajemnego zrozumienia, dniem dialogu miłości. Chrystus przychodzi dzisiaj ze swoją miło¬ścią, aby ją tobie i mnie ofiarować. On jakby zakochał się w człowieku. Dzisiejsza uroczystość jest wskazaniem i prze¬słaniem przekonującym nas, że prawdziwa miłość jest goto¬wa na wszystko. Potrafi cieszyć się i współczuć, wybaczyć i cierpieć, czuć jak ty i ja. Miłość nasza musi być także jasna i czytelna, cierpliwa, nie szukająca dowodów. Miłość, która potrafi służyć aż do bólu.
Dzisiejsze święto jest wspaniałą okazją do odświeże¬nia naszej wiary w Jezusa Chrystusa obecnego w Najświęt¬szym Sakramencie, w naszych kościołach. W każdą niedzielę i święta gromadzimy się jako żyjąca Bogiem autentyczna wspólnota. Wzmacniamy się Pokarmem, który daje życie. Spożywamy ten Boski Chleb, aby wytrwać w dobrym, aby być mimo wszystko lepszym każdego dnia.
Pozwólcie, że zakończę słowami Jana Kasprowicza, wier¬szem pod tytułem Moja pieśń wieczorna: „Tyś, Boże, ziarnem i kłosem, i listkiem, /Wszystko jest z Ciebie i Ty jesteś wszystkiem / i przez Cię wszystko, nieśmiertelny Panie, / ma nie¬śmiertelne w Tobie królowanie. / Gdzież moc Ci równa? gdzie równa potęga? / Gdzież jest ten płomień, co skry Twej dosię¬ga? / Gromem przemawiasz w łyskającej tuczy, / głos Twój morzami i wulkanem huczy, / trzęsieniem ziemi ogłasza Twe wieści / lub słodko szumi, szemrze i szeleści". Amen.


Boże Ciało
Ja Jestem chlebem żywym
Po II wojnie światowej dwie małe dziewczynki, repatriantki, zamieszkały wraz z rodzicami niedaleko Żagania. Ich ciocia ze swoją rodziną została przewieziona na Mazury. Kiedyś mama dziew¬czynek postanowiła, że odwiedzi swoją siostrę. Zabrała ze sobą dzieci. W czasie podróży do swojej cioci dziewczynki nie pytały o piękno jezior i mazurskich krajobrazów, ale często mówiły: „Mamo, czy ciocia da nam chleba, gdy do niej przyjedziemy?". Uspokojone zapewnieniami mamy, że nie będą głodne, jakiś czas milczały, ale potem znowu powtarzały pytanie, bo chciały być pewne, że nie będą głodować, tak jak to nieraz miało miejsce w czasie okupacji.
Jeden z angielskich dziennikarzy przeprowadził kiedyś „dziwny eksperyment". Chciał zobaczyć, jak ludzie w różnych miastach świata będą reagować na propozycję godzinnej pracy za jeden bochenek chleba. Kupił kilogramowy bochenek i stanął w różnych ruchliwych miejscach, gdzie dziennie gromadziło się wiele tysię¬cy osób. Jakie były rezultaty tego doświadczenia? W portowym mieście Hamburg wyśmiano go. W Nowym Jorku został aresztowany przez policję. W nigeryjskim Lagos wiele osób gotowych było pracować przez trzy godziny. W stolicy Indii Delhi bardzo szybko zgromadziły się setki osób. Wszystkie wyrażały chęć pracowania za ten jeden kilogramowy bochenek chleba przez cały dzień.
Dzisiaj bardzo często ludzie wyrzucają chleb do śmietnika, ale także dzisiaj wielu innych ludzi w śmietnikach szuka czegoś do jedzenia. Jedni mają obfitość, a drudzy niedostatek chleba.
O Jezusie, który dla nas stał się chlebem i to chlebem żywym pięknie mówi ks. Józef Zawitkowski:
Panie dobry jak chleb,
bądź pozdrowiony od swego Kościoła,
Bo Tyś do końca nas umiłował,
do końca nas umiłował.
Tyś na pustkowiu chleb rozmnożył, Panie, byśmy do nieba w drodze nie ustali. Tyś stał się manną wędrowców przez ziemię dla tych, co dotąd przy Tobie wytrwali.
Tyś za nas życie swe na krzyżu oddał A w znaku chleba z nami pozostałeś I dla nas zawsze masz otwarte serce, Bo Ty do końca nas umiłowałeś. Panie dobry jak chleb...
Dzisiaj przeżywamy uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. „Jest to święto Eucharystii, sakramentu, w którym Jezus pozostawił nam żywą pamiątkę swej Paschy, najważniejsze¬go wydarzenia w dziejach ludzkości". Codziennie na ołtarzach w naszych kościołach na całym świecie sprawowana jest Najświętsza Eucharystia. Przyjmując Chrystusa do swojej du¬szy, każdy z nas otrzymuje moc, uzdrowienie i pokarm, który podobnie jak zwykła żywność podtrzymuje ciało.
„Ołtarz Golgoty nie różni się od ołtarzy w naszych Kościołach; również te ołtarze są wzgórzami, na których wznosi się krzyż z Ukrzyżowanym, gdzie dokonuje się pojednanie między Bogiem i człowiekiem". W podobnym tonie wypowiada się św. Tomasz z Akwinu: „Taką wartość ma sprawowanie Mszy świętej, jaką ma śmierć Jezusa na krzyżu". A co powie św. Franci¬szek z Asyżu? - „Wszystko w człowieku powinno zamierać z podzi¬wu. Niech cała ziemia drży i całe Niebiosa triumfują, gdy Chry¬stus, Syn Boga Żywego, przychodzi na ołtarz przez ręce kapłana".
Mocno i zdecydowanie zwraca się też do nas św. Jan Maria Vianey: „Gdybyśmy poznali wartość Mszy świętej, o ileż z większą gorliwością byśmy w niej uczestniczyli". Św. Piotr Eymard powie: „Wiedz o chrześcijaninie, że Msza święta jest najświętszym aktem religii. Nie mógłbyś uczynić dla Boga niczego bardziej chwalebne¬go ani korzystniejszego dla twojej duszy, jak pobożnie i często uczestniczyć we Mszy świętej". „Msza święta daje nam większe zasługi niż rozdanie wszystkiego ubogim i wędrowanie dookoła świata w pielgrzymkach" (św. Bernard).
W jednym ze swoich przemówień do młodzieży Jan Paweł II wypowiedział wspaniałą naukę, zawartą w prostych słowach: „Pój¬ście na Mszę świętą oznacza udanie się na Kalwarię, aby spotkać się z Nim, naszym Odkupicielem".
Św. Jan w swojej ewangelii zapisał pouczenie Pana Jezusa: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczę¬cią swą naznaczył Bóg Ojciec".
Jak powinniśmy uczestniczyć we Mszy świętej? Na to pytanie daje nam odpowiedź św. O. Pio: „Jak Matka Boża, jak św. Jan i pobożne kobiety na Kalwarii, miłując i współcierpiąc". Prawdziwe uczestnictwo we Mszy św. powinno sprawić, że staniemy się ho¬stią, zjednoczoną z Hostią. Tak o tym mówi św. Grzegorz Wielki: „Ofiara ołtarza będzie dla nas Hostią prawdziwie przyjętą przez Boga, kiedy my sami staniemy się Hostią".
Co mam uczynić, gdy Chrystus przyjdzie do mojego serca? Św. Franciszek Salezy radzi nam tymi słowami: „Gdy przyjąłeś Komu¬nię Świętą, rozpal w sercu pragnienie oddania chwały Królowi Zbawienia; dziel z Nim najskrytsze myśli serca, adoruj Go w swoim wnętrzu do którego wszedł dla twego szczęścia; wreszcie uczcij Go najlepiej jak potrafisz i zachowuj się tak, aby twe czyny odzwierciedlały Boga w tobie".
Są i takie zgromadzenia, o których mowa św. Jan Bosco, że tylu chrześcijan znajduje się w kościele, „lecz są dobrowolnie roztargnieni, stoją bez poczucia skromności, bez uwagi, bez sza¬cunku, rozglądając się na wszystkie strony... Ci nie uczestniczą w Boskiej Ofierze jak Maryja i Jan, lecz krzyżują Chrystusa po raz drugi!".
Jakie jest moje uczestnictwo we Mszy św.? Kochani, niech każdy z was pamięta, że częste zjednoczenie z Chrystusem w Eucharystii daje radość ducha, powoduje praw¬dziwą miłość i skupienie, napełnia radością z modlitwy i zaszcze¬pia w sercu wielką tęsknotę za Bogiem.
Jeśli jesteś w stanie łaski, możesz codziennie i to wiele razy przyjmować Chrystusa do swego serca na sposób duchowy.
Co to jest duchowa Komunia święta? To duchowy akt pragnie¬nia zjednoczenia się z Jezusem, jeśli nie możemy bezpośrednio przyjąć Go w Komunii świętej w kościele. Aby otrzymać tę łaskę konieczna jest żywa wiara, dopełniona miłością i dziękczynie¬niem. „Duchowa Komunia Święta jest jak podmuch powietrza na wygasający ogień. Kiedykolwiek czujesz, że twoja miłość do Boga słabnie, uczyń akt Duchowej Komunii Świętej" (św. Jan Maria Vianey).
Żywy i prawdziwy Chrystus, Bóg - Człowiek, czeka na ciebie w Najświętszej Eucharystii, gotów zawsze wspomóc staruszka, alko¬holika, narkomana, człowieka, który szuka pracy, ojca czy matkę, dziecko, młodzieńca czy dziewczynę, słowem każdego, kto o po¬moc Go poprosi. Rozmawiaj z Chrystusem, bądź z Chrystusem, karm się Jego Ciałem i Najdroższą Krwią. Przyjmuj ten pokarm pielgrzymów, aby stał się dla ciebie kluczem do zbawienia, który otwiera niebo i łagodzi gniew Boży. Zaufaj Jezusowi i Jego Miłości!
Zwróćmy się dzisiaj do Maryi, Niewiasty Eucharystii, aby po¬mogła nam z wielką mocą i radością wyznawać Chrystusa utajone¬go w Najświętszym Sakramencie, który „zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi": „Maryjo, Ty jesteś Matką Eucharystii, oświecaj mnie ... i oczyszczaj, abym mógł go¬dnie zbliżać się do Sakramentu Miłości i tak przyjmować Zbawi¬ciela, abym wzrastał w łasce i osiągnął wieczną chwałę. Dzięki temu będę mógł pewnego dnia zamieszkać w niebie duszą i cia¬łem i trwać w doskonałej wspólnocie z Jezusem Królem i Tobą, Królową i Matką".


Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa - rok B
Pozdrawianie i oddawanie czci Najświętszemu Sa¬kramentowi obecnemu w świątyni było kiedyś w Polsce bardzo powszechne. Przechodząc przed kościołem, m꿬czyźni zdejmowali czapki, kobiety czyniły znak krzyża. Dziś tego przestrzegają chyba już tylko nieliczni, i to prze¬ważnie ludzie starsi. Inni może o tym zwyczaju zapomnie¬li albo, co bardziej prawdopodobne, powstrzymuje ich przed oddaniem czci miejscu świętemu ta natrętna myśl: „Co sobie inni o mnie pomyślą? Co sobie pomyślą, kiedy będę zdejmował czapkę przed kościołem albo czynił tam znak krzyża? A może jeszcze ktoś mnie wyśmieje, nazwie dewotką?". Jakże inaczej będzie to dziś wyglądać! Jak Pol¬ska długa i szeroka, przed Najświętszym Sakramentem klękać będą na ulicach i drogach starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni. Co tak bardzo zmieni nasze postępowanie? Skąd przybędzie nam tyle odwagi? Odpowiedź jest prosta: będziemy czynić to wspólnie. Niejeden człowiek sam ni¬gdy by się na to nie zdobył, ale ze współmieszkańcami wioski, osiedla, miasteczka zrobi to nawet z wielką gorliwością. Może jeszcze wczoraj, przechodząc obok księdza spieszącego z Najświętszym Sakramentem, ktoś wstydli¬wie udawał, że tego nie dostrzega. A dziś idzie tą samą uli¬cą, przyklęka, żegna się, a nawet śpiewa pobożne pieśni. Ale tak zachowujemy się tylko wtedy, gdy jesteśmy razem. Gdy otaczamy Najświętszy Sakrament jako wspólnota Ko¬ścioła diecezjalnego czy parafialnego.
Trudno jest w pojedynkę być świadkiem Chrystu¬sa, świadkiem Ewangelii. Boimy się wtedy otoczenia, śro¬dowiska, opinii publicznej. Siłą Kościoła jest, oczywiście, moc Ducha Świętego, ale jest nią też niewątpliwie pocho¬dzące od Boga poczucie jedności. I dlatego na Ostatniej Wieczerzy Chrystus zgromadził uczniów i kazał im po wsze czasy jednoczyć się na łamaniu Chleba.
Dla mistrzów życia duchowego nie jest tajemnicą, że szatan, chcąc pokonać człowieka, najpierw wyprowa¬dza go na bezdroża duchowej samotności. Można żyć w tłumie, ale swoją wiarę przeżywać samotnie. Sam ze swo¬imi poglądami w pracy, sam ze swoją postawą w środowi¬sku. A wtedy zaczyna się człowiekowi wydawać, że już tylko on jeden pozostał takim dziwakiem przejmującym się Bogiem i Jego przykazaniami. To dlatego tak wielu lu¬dziom zależy, by nasza wiara była jedynie naszą prywatną sprawą i ograniczała się tylko do intymnego wymiaru ser¬ca. A jak wiele może uczynić choćby najmniejsza wspól¬nota.
Kiedyś pewna pani, która złożyła przyrzeczenie abstynencji, trafiła na przyjęcie, gdzie tradycyjnie nama¬wiano ją do picia alkoholu. Jednak kilkuletnie doświadcze¬nie w odmawianiu i tym razem bardzo się przydało. Całe towarzystwo, z wyjątkiem jednego pana, który także nie pił, z pewnym zdziwieniem przyjęło jej decyzję. Kiedy przyjęcie dobiegało końca, ów niepijący mężczyzna pod¬szedł do tej pani.
- Chcę pani bardzo podziękować - powiedział cicho.
- Pan mi dziękuje? Za co?
- Widzi pani, ja jestem nałogowym alkoholikiem. Dla mnie nawet jeden kieliszek może być początkiem koń¬ca. Znam siebie i wiem, że tak wewnętrznie, duchowo nie jestem mocny. Gdyby nie pani, pewnie dziś bym się skusił i wypił. Pani mi bardzo pomogła. Nie byłem sam i zwyciꬿyłem.
Myślę, że w Polsce wielu ludzi dobrej woli dlatego właśnie przegrywa swoją bitwę o trzeźwość, o czystość, o uczciwość, ponieważ są samotni w otaczającym ich tłu¬mie. Dlatego i z tego powodu tak ważnym wyzwaniem dla Kościoła staje się sprawa gromadzenia ludzi we wspólno¬tę. A to od wieków dokonuje się właśnie na Eucharystii i przez Eucharystię.
To bardzo pilny postulat, ponieważ już jutro, kiedy sprzątniemy sypane dziś na ulicę kwiatki, kiedy rozbierze¬my procesyjne ołtarze, już jutro - w normalny, powszedni dzień - rozpocznie się znowu, może nie procesja euchary¬styczna, a zwykłe wędrowanie Chrystusa po naszych uli¬cach i drogach. Będzie się ono dokonywać już bez śpie¬wów, feretronów i kadzideł, ale nie mniej realnie. Może spotkamy Zbawiciela w niewidomym człowieku, który bę¬dzie chciał przejść przez ulicę. Może w takim, którego wszyscy wokół nazywają głupim, właśnie On sam będzie oczekiwać naszej pomocy. Może w wyśmianym koledze z pracy będzie czekać na nasze najprostsze: "Nie martw się, jestem z tobą". Co więcej, jutro On sam będzie chciał wła¬śnie w nas wyjść na ulice i drogi, jutro my będziemy dla Niego monstrancją. Jezus będzie chciał przez nas pocie¬szać, pomagać, a jeśli trzeba, to i sprzeciwiać się złu.
Pewien młody człowiek, uczestnik akcji antypor-nograficznej, zapytał kiedyś kioskarkę sprzedającą gor¬szące pisma, czy chciałaby, żeby to zdjęcia jej roznegliżo¬wanej córki widniały w witrynach tysięcy kiosków całej Polski. Milczenie kobiety było jednoznaczną odpowiedzią i wtedy padło drugie pytanie: „A czy pani wie, że ta dziewczyna, której zdjęcia pani sprzedaje, też ma gdzieś w Polsce swoją mamę?". Jak ten chłopak, jak wielu in¬nych ludzi, tak i my mamy iść przez życie jak Chrystus, ze słowem prawdy. Nie wolno milczeć tam, gdzie nie mil¬czałby Jezus. Takie to oczywiste, a przecież tak trudne. I dlatego właśnie dziś dobrze się sobie przyjrzyjmy. Jako chrześcijanie, tacy jesteśmy piękni, gdy otaczamy Naj¬świętszy Sakrament, tacy prawdziwi. I jutro my, ci sami ludzie, wyjdziemy na te same ulice. Może tu, gdzie dziś klęczymy, jutro będziemy stać, czekając na autobus czy rozmawiając ze znajomym. Czy nadal będziemy gotowi świadczyć o Jezusie tak, jak czynimy to dziś? Niech prze¬strogą dla nas będą wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. Przecież ten sam tłum, który krzyczał „Hosanna!", gdy Zbawiciel wjeżdżał do Jerozolimy, już za kilka dni wołał z całych sił: „Ukrzyżuj!" Aby tak się nie stało z nami, mu¬simy mocno zakorzenić się we wspólnocie ludu Bożego. A do serca Kościoła prowadzi właśnie msza święta, Eucharystia.
Spotkać Jezusa. Od tego zaczęło się powołanie Ma¬ryi, misja Apostołów, nawrócenie Szawła. Od tego spotka¬nia zaczęła się ich odwaga. Stali się Jego świadkami, żyjąc realnie we wspólnocie Kościoła, czerpiąc siłę z Euchary¬stii. Spotkać Chrystusa.
Powiedz, co widziałeś? — Był słoneczny dzień. Powiedz, co widziałeś? — Szedłem do kościoła. Powiedz, co widziałeś? — Stanął tuż przede mną. Jego wzrok zatrzymał mnie.
Powiedz, jak wyglądał? — Miał wytarty mundur... Powiedz, jak wyglądał? - ...a we włosach piach... Powiedz, jak wyglądał? - Cały w kurzu, w błocie... W oczach? Nie wiem... Strach...?
Quo vadis, Domine?
Quo vadis?
Quo vadis, Domine? ;
Quo vadis? ,
Powiedz, co ci mówił? — Spytał mnie: „Dlaczego? ". Powiedz, co ci mówił? — Już nie mówił nic. Powiedz, co ci mówił? - Tylko to „Dlaczego?". I już więcej nic.
Czy poszedłeś za Nim? — Szedłem do kościoła!
Czy poszedłeś za Nim? - Miał we włosach piach!
Czy poszedłeś za Nim? - Ludzie dookoła!
Ja?
Czy chciałbyś Go spotkać?
Czy chciałbyś Go spotkać?
Czy chciałbyś Go spotkać?
...Tak. Amen.


Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Znana pieśń eucharystyczna rozpoczyna się od słów: Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba pod przymio¬tami ukryty chleba. Jak Polska długa i szeroka, przy świą¬tyniach, na ulicach, osiedlach księża, siostry zakonne, lu¬dzie świeccy budują i dekorują ołtarze, robią miejsce dla Boga, który ukryty pod przymiotami chleba będzie niesio¬ny w eucharystycznej procesji. Pamiętam rozmowę z pew¬nym młodym człowiekiem, który dzielił się ze mną swoimi wrażeniami z przeżywania uroczystości Bożego Ciała. Po¬wiedział mi wtedy, że zawsze, kiedy uczestniczy w proce¬sji eucharystycznej, odczuwa specyficzną niecodzienność tej chwili. Bo oto przychodzi mu na przykład klęczeć do¬słownie na przystanku, na którym rankiem każdego po¬wszedniego dnia czeka na autobus. Zdarza się mu śpiewać pieśń eucharystyczną, stojąc tuż obok sklepu, w którym zazwyczaj robi zakupy bądź modlić się głośno na środku ulicy, przy której mieszka. Z oczywistych powodów jeste¬śmy przyzwyczajeni do spełniania praktyk religijnych we wnętrzu świątyni. Tymczasem w dzień Bożego Ciała nasza codzienność w sposób szczególny splata się z religijnością.
Może nam to bardzo pomóc w dostrzeżeniu i poprawnym przeżyciu istotnego wymiaru chrześcijaństwa, jakim jest fakt, że nie jest ono jedynie doktryną czy światopoglądem, ale sposobem życia. Ono po prostu jest życiem.
Nierzadko ludzie oskarżają samych siebie, że mie¬li rozproszenia w czasie mszy świętej i zamiast uważać na to, co dzieje się na ołtarzu, wybiegali myślą do przeróż¬nych spraw. Ktoś planował zajęcia na przyszły tydzień, ktoś inny wspominał minioną sobotę, ktoś inny jeszcze za¬miast modlić się, w myślach przygotowywał się do rozmo¬wy ze znajomym czy szefem w pracy. Takie zjawisko jest rzeczywiście czymś niepożądanym i skutecznie wyłącza nas z przeżywania Eucharystii. Ale trzeba wyraźnie pod¬kreślić, że byłoby błędem, gdybyśmy, przekraczając próg świątyni, zupełnie zapominali o naszym życiu, o sprawach, które nosimy w swoim sercu. Bo czymże jest msza świę¬ta? Jest uobecnieniem ofiary Chrystusa z Golgoty. Zbawi¬ciel mógł złożyć ofiarę na krzyżu, ponieważ Matka Boża zrodziła Go jako człowieka. Oprawcy wbijali gwoździe w ręce i nogi Chrystusa, kaleczyli Jego ciało, które zrodzone było z Maryi Dziewicy. Nie byłoby ofiary, która zbawiła świat, bez człowieczeństwa Jezusa Chrystusa. Podobnie jest z mszą świętą. Żaden ksiądz nie może sprawować Eu¬charystii, jeśli nie będzie miał chleba i wina. Patena z ko¬munikantami i ampułka z winem muszą być przyniesione na ołtarz, a złożone tam, symbolizują nasze życie, są ofia¬rą wszystkich wiernych. Msza święta nie może być odpra¬wiona, jeśli wierni nie przyniosą i nie złożą na ołtarzu tru¬du swojego życia. Niestety, wielu uczestników mszy świę¬tej nie odczuwa w praktyce żadnego związku pomiędzy tym, co przeżywają na co dzień a składanym na ołtarzu da¬rem. Nie odczuwają tego związku, ponieważ ani nie przygotowywali, ani nie kupowali używanego do konsekracji chleba czy wina. Inaczej było kiedyś. Jeden z opisów mszy świętej sprawowanej w VIII wieku w Rzymie podaje, że kiedy korporał był już rozpostarty na ołtarzu, rozpoczyna¬ło się zbieranie darów. Na ręce papieża dostojnicy rzymscy składali swój chleb. Później papież wracał do tronu, dalej zaś już inni duchowni zbierali dary od całego ludu. W wielkie uroczystości, kiedy gromadziły się tłumy ludzi i wiele osób przystępowało do komunii świętej, zbieranie darów trwało długo. Kiedy się zakończyło, archidiakon kładł na ołtarzu z tych zebranych darów tyle chleba, ile by¬ło potrzebne do komunii świętej dla wszystkich wiernych. Resztę chlebów odnoszono do zakrystii. Dla wiernych by¬ło to chyba niezwykłe przeżycie - widzieć na ołtarzu chleb, który sami piekli czy kupowali. Potem, po konse¬kracji widzieli ten sam, własny dar ofiarny, który stał się już ciałem Chrystusa. Jak bardzo pomagało to przeżywać fakt, że ta msza święta jest „moją" mszą świętą.
Dziś próbuje się ożywić ten związek poprzez to, że proponuje się wiernym, aby sami przekładali przed mszą świętą na patenę swój komunikant, który będzie potem przyniesiony do ołtarza w procesji z darami. Aby jednak ta czynność nie pozostała pustym gestem, trzeba mocno pa¬miętać o akcie duchowego ofiarowania, który powinien towarzyszyć przekładaniu hostii.
Pewien ksiądz opowiadał mi kiedyś o zdarzeniu, jakie miało miejsce w domu rekolekcyjnym w czasie dni skupienia dla małżeństw. Prowadzący je kapłan wygłosił naukę właśnie na temat składania swojego życia w ofierze Bogu. Przypominał słowa jednego z Ojców Kościoła, któ¬ry mówił, że jeśli ktoś sam nic nie położy na ołtarzu, a po¬tem chce wziąć z niego komunię świętą, to dopuszcza się swoistej kradzieży. Ksiądz poprosił małżonków, aby bar¬dzo poważnie potraktowali ten duchowy akt i wyrażający go znak składania swojej ofiary w czasie popołudniowej mszy świętej. Kiedy na kilka minut przed rozpoczęciem Eucharystii wszyscy uczestnicy dnia skupienia otaczali już kręgiem ołtarz, do kaplicy weszło ostatnie małżeństwo. Poprosili księdza i pozostałe osoby o przesunięcie rozpo¬częcia liturgii choćby o piętnaście minut. Potem wyszli jeszcze przed dom i spacerując, żywo o czymś rozmawia¬li. Mężczyzna gestykulował z przejęciem, a jego żona dys¬kretnie ocierała łzy. Po kwadransie powrócili i z niezwy¬kłym skupieniem położyli na patenie dwa kawałki chleba. Nikt nie wiedział, co było tematem gorącej rozmowy. Na zakończenie rekolekcji ów małżonek wspomniał tylko, że ten biały opłatek był największym ciężarem, jaki kiedykol¬wiek trzymał w dłoniach. Ale to mówił już z uśmiechem. Bardzo często terminem „przygotowanie liturgii" określa się przećwiczenie śpiewów, rozdzielenie funkcji li¬turgicznych. Jest to jednak tylko techniczne, bezpośrednie przygotowanie do mszy świętej. Przygotowanie serca do¬konuje się w naszej codzienności, właśnie na przystanku autobusowym, w sklepie, w tramwaju. I o tych wydarze¬niach czy sytuacjach nie tylko wolno nam, a nawet powin¬niśmy myśleć w czasie mszy świętej, ale tylko jako o na¬szym darze ofiarnym. Tak więc w istocie każda msza świę¬ta powinna zacząć się dużo wcześniej, niż zabrzmi pieśń na wejście. Może nawet już w poniedziałek rano, kiedy rozpoczynamy normalny tydzień naszych zajęć. I zapew¬niam wszystkich, którzy może czasem nudzą się w czasie mszy, że jeśli naprawdę przez te sześć dni przygotują w sercu ofiarę swojego życia i złożą w niedzielę ten dar ofiar¬ny Bogu w białej hostii, to przeżyją wtedy tę Eucharystię naprawdę głęboko, a wspomniane rozproszenia ustąpią zupełnie.
Ksiądz Aleksander Fedorowicz zwykł mawiać: Msza święta się kończy, msza święta się zaczyna. Bo gdy kończy się msza święta liturgiczna, to zaczyna się msza święta życia. I trwa dalej. A wtedy, na przykład, gdy ktoś w szpitalu przyjmie komunię świętą, to jego łóżko staje się jak eucharystyczny ołtarz, na którym cierpienie cho¬rego jednoczy się z ofiarą Chrystusa. Msza święta trwa dalej. Słowa prefacji W górę serca! rozbrzmiewają tam, gdzie wobec człowieka załamanego, pogrążonego w smutku ktoś wypowiada słowa: „Nie martw się, ja ci po¬mogę". Msza święta trwa dalej, gdy ludzie mówiąc: „Przepraszam, nie gniewaj się", podają sobie ręce i prze¬kazują znak pokoju. Msza święta trwa dalej, gdy udziela¬my sobie jednoczącej komunii dobroci i uśmiechu. Eu¬charystia bez tych codziennych owoców byłaby niepełna. Ona przecież rodzi Kościół, a Kościół jest tam, gdzie lu¬dzie wierzący w Chrystusa żyją na co dzień miłością. Msza święta jest jak uderzenie serca, które rozprowadza tę nadprzyrodzoną krew Bożej miłości po całym organi¬zmie Kościoła. O tym wszystkim przypomina nam dzi¬siejsza uroczystość i widok białej hostii niesionej obok naszych domów, sklepów, szkół, biur. Obok tych wszyst¬kich miejsc, w których razem przychodzi nam na co dzień przebywać.
Wspaniałym przykładem dobrego przeżywania Eu¬charystii jest historia uczniów zmierzających do Emaus. Szli pełni zawodu, goryczy i zwątpienia. Gdy Chrystus po¬łamał dla nich chleb, wyszli z gospody i zmienili kierunek marszu. Wrócili do Jerozolimy i stali się świadkami Zmar¬twychwstałego. Człowiek, który przeżył głęboko Eucharystię, po wyjściu ze świątyni zawróci z każdej drogi, która mogłaby prowadzić donikąd.
Setki tysięcy ludzi uklęknie dziś na ulicach, pla¬cach, rynkach swoich miast i miasteczek, chyląc głowy przed białym Chlebem. Nie bez przyczyny Chrystus chciał z nami pozostać w takiej postaci. W dzień wigilij¬ny ludzie biedni skromnie zastawiają swoje stoły. Jakże często zamiast dwunastu potraw są tam tylko dwie, albo nawet jedna. Ale świąteczny opłatek jest chyba wszędzie, gdzie ludzie, składając sobie życzenia, pragną przełamać się chlebem. Czy Chrystus nie chciał nam przez to czegoś powiedzieć? Przez to, że pozostał z nami w tej odrobinie chleba, która jest dostępna dla wszystkich? Bo my niekie¬dy każemy innym płacić, by mogli mieć do nas dostęp. I nie chodzi tu tylko o zapłatę pieniężną. Każemy sobie płacić inteligencją, poziomem kultury, życzliwością: „Z tamtym człowiekiem porozmawiam, bo jest na poziomie, ale od tego uciekam, bo to nieciekawa persona". A Chry¬stus w białym Chlebie jest dla każdego. Najświętszy Sa¬krament wystawiany w kościołach całego świata też jest dostępny dla wszystkich. Wchodzących do kościoła nikt nie pyta o poziom życia moralnego, o poziom duchowy. A czyja - ksiądz, lekarz, nauczyciel, urzędnik - też daje¬my się tak „wystawić" dla innych ludzi?
Kiedy w czasie mszy świętej podnoszę hostię wy¬soko do góry, to często na tle kościelnych okien widzę, że jest dosłownie przezroczysta. Czy podobnie nie jest, czy podobnie nie powinno być także z moją czystością? Czy można mnie prześwietlić, uczynić publicznymi moje my¬śli, słowa, tajemnice? Czy nie ma tam niczego, czego mógłbym się wstydzić przed Bogiem i ludźmi? Być czy¬stym jak Chrystus, być dostępnym dla wszystkich jak Chrystus, być posłusznym jak On - to jest program na ży¬cie dla wszystkich Jego prawdziwych wyznawców.
Pójdźmy za Chrystusem w dzisiejszą uroczystość, ale ta procesja na naszych ulicach niech jutro trwa dalej. Bez baldachimu, bez bielanek, bez chorągwi. Niech zna¬kiem obecności Chrystusa będzie nasza dobroć, wzajemna życzliwość i otwartość na siebie.
Okruchem, co ze stołu spadł, Okruchem niewartym pół grosza, , Okruchem takim żyje ptak, By potem szybować w niebiosa.
Ty Biały Okruch dałeś nam. My z wiarą dziś przed nim klękamy, Bo też szybować chcemy tam, Gdzie są Królestwa bramy.

BIJĄCE MIŁOŚCIĄ SERCE JEZUSA
Uroczystość Bożego Ciała
„A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał im mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje» " (Mk 14,22)
Według starej legendy, duński król, św. Kanut Wielki, umierając nakazał testamentem, aby po jego śmierci wyjęto mu z piersi serce, zaniesiono do Ziemi Świętej i złożono przy grobie Chrystusa. Wykonawcą testamentu miał być kanclerz królewski. Więc po śmierci króla, rozcięto pierś królewską, wyjęto serce i zamknięto je w złotej szkatule. Wybrano najdzielniejszego rycerza, aby to królewskie serce zaniósł do Ziemi Świętej. Rycerz pożegnał się z rodziną i ruszył w drogę, ale im bardziej zbliżał się do krańca ojczystej ziemi, tym większa ogarniała go tęsknota za domem, rodziną, ojczyzną. Doszedł wreszcie do wniosku, że cała wyprawa nie ma najmniejszego sensu, postanowił więc zawrócić z drogi. Gdy jednak zrobił pierwszy krok do tyłu, posłyszał jakiś szmer w złotej szkatule, którą nosił na własnej piersi. Zdjął więc szkatułę, przyłożył do ucha i poczuł bicie królewskiego serca. Równocześnie wstąpiła w niego jakaś wewnętrzna siła. Zawstydził się własnego tchórzostwa, jakby stał przed nim żywy król i ruszył w dalszą drogę. Dotarł wreszcie do celu podróży, ale tu czekała go nowa próba. Na jego oczach toczyła się walka o miejsce święte. Pomyślał więc sobie: „Tu chyba zginę". I zaczął uciekać. Poczuł jednak znowu bicie królewskiego serca w szkatule. Te uderzenia serca dodały mu takiej odwagi, że wmieszał się w szyki walczących i przechylił szalę zwycięstwa na stronę tych, którzy walczyli o grób Chrystusa. Po zwycięstwie odnie¬sionym nie tylko nad wrogiem, ale i nad własną słabością, z żalem złożył królewskie serce, bo był już świadom, że będzie mu brakowało Jego bicia.
Bracia i siostry! Legenda ta dobrze wprowadza nas w ducha dzisiejszej uroczystości Bożego Ciała. Można bowiem znaleźć pomiędzy tą legendą a dzisiejszą uro¬czystością wiele ciekawych powiązań.
Podobnie jak ten dzielny rycerz wypełniał wolę swego króla, wyrażoną w testamencie, my również spotykamy się dziś, aby wypełnić wolę naszego Króla Jezusa, wy¬rażoną w słowach: „Czyńcie to na moją pamiątkę".
Tak jak ten dzielny rycerz nosił bijące serce swego króla w złotej szkatule, my również przechowujemy Naj¬świętsze Ciało naszego Króla i Zbawiciela w złotych szkatułach, w tabernakulum. Ile razy zaś przyjmujemy Chrystusa w Komunii świętej, tyle razy nosimy w naszych sercach, jak w bezcennych szkatułach, bijące miłością Serce Jezusa.
Dzielny rycerz otrzymał od swego króla polecenie, aby dotarł z jego sercem do Ziemi Świętej. My także otrzymaliśmy od naszego Króla, Jezusa, polecenie, aby pielgrzymować z Jego sercem do jeszcze świętszej ziemi, do samego nieba. W czasie podróży do Ziemi Świętej dzielny rycerz musiał przezwyciężyć wiele pokus, trud¬ności i niebezpieczeństw. Ile razy nie starczało mu sił i nachodziła go pokusa, aby się wycofać i zrezygnować, tyle razy przychodziło mu z pomocą bijące serce jego króla. Nasza pielgrzymka do nieba nie jest wcale łatwiejsza. My również przeżywamy wiele pokus, trudności i niebezpieczeństw. Kiedy brakuje nam sił i nachodzi nas pokusa rezygnacji, szukajmy siły i pomocy w bijącym miłością Sercu Jezusa, naszego Króla.
Bracia i siostry! Odnówmy dziś naszą wiarę i miłość do Chrystusa w Najświętszej Eucharystii. On pozostał z nami tu na ziemi pod postacią chleba, aby być naszym pokarmem w drodze do nieba. On chce swoim bijącym miłością sercem dodawać nam siły i otuchy w chwilach, kiedy jest nam ciężko i przychodzi na nas pokusa poddania się i rezygnacji. Czy my Go za to kochamy? Czy z całego serca w Niego wierzymy? Czy staramy się być wierni Jego słowom? Czy z całego serca w Niego wierzymy? Czy staramy się być wierni Jego słowom: „Czyńcie to na moją pamiątkę", uczestnicząc we Mszy św. w każdą niedzielę, przyjmując Go jak najczęściej do naszych serc w Komunii świętej?
„O niewysłowione szczęście zajaśniało, gdy Słowo wcielone Serce nam swe dało"- śpiewamy w przepięknej pieśni eucharystycznej. Rzeczywiście niewysłowionym szczęściem dla nas, wierzących chrześcijan, jest to, że w naszym kościele mieszka Chrystus. Ten sam Chrystus, który narodził się dla nas w Betlejem. Ten sam Chrystus, który umarł za nas na krzyżu. Ten sam Chrystus, który zmartwychwstał i wstąpił do nieba po to, abyśmy i my mogli zmartwychwstać i w niebie z Nim królować. Tu w tabernakulum w naszym kościele bije nieustannie w dzień i w noc Jego wypełnione miłością do nas Serce. Bądźmy zatem wdzięczni za Jego obecność wśród nas i kochajmy Go jak tylko potrafimy najlepiej. Przyjmujmy Go jak najczęściej w Komunii św. Na Jego miłość odpowiadajmy naszą miłością!
Zakończmy nasze rozważanie słowami przepięknej pieśni:
O niewysłowione szczęście zajaśniało,
Gdy Słowo wcielone Serce nam Swe dało.
Cud Boskiej miłości, o duszo ludzka głoś,
Ku wiecznej Światłości dźwięki twej pieśni wznoś.
Jakież na tej ziemi skarby posiadamy!
Bóg mieszka z grzesznymi, Serce Jego mamy.
W niebo świat ten cały Miłość przemieniła, Gdy w tej Hostii małej Serce Boże skryła".
Jako hołd wdzięczności, serca Sercu dajmy, w bólu i radości Jezusa kochajmy. Amen.

POKARM Z NIEBA
Uroczystość Bożego Ciała,
„Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja prawdziwym napojem" /J 6, 55/
W czasie wojny domowej w Hiszpanii przywieziono do szpitala polowego ciężko rannego żołnierza. Po udanej operacji lekarze wyrokowali temu żołnierzowi duże szansę powrotu do zdrowia. Był tylko jeden problem - ten żołnierz nie chciał przyjmować w szpitalu żadnego po¬karmu. Pielęgniarki i siostry zakonne próbowały wszystkich sposobów, aby nakłonić go do jedzenia, ale na próżno. Żołnierz ciągle odmawiał wzięcia czegokolwiek do ust. Jeden z przyjaciół tego żołnierza podejrzewał, że jego kolega bardzo tęskni za swoim rodzinnym domem. Dlatego ofiarował się, że pójdzie do domu rodzinnego tego żołnierza i przyprowadzi jego ojca. Kiedy przyszedł do jego domu i opowiedział rodzicom co dzieje się z ich synem, ojciec zaraz gotowy był do drogi. W tym czasie matka upiekła bochenek chleba, który zapakowała i prze¬słała synowi. Ranny żołnierz ucieszył się bardzo widokiem swego ojca, lecz ciągłe nie chciał jeść. Wtedy jego ojciec powiedział do niego: - Synu przyniosłem ci chleb z domu, który upiekła dla ciebie twoja matka. Na te słowa rozpromieniła się twarz żołnierza. - Moja mama upiekła dla mnie chleb? Dajcie mi zaraz kawałek! Od tego momentu ranny żołnierz zaczął normalnie jeść i wkrótce wrócił do pełnego zdrowia.
Powyższa historia opowiada nie tylko o tym rannym żołnierzu, ale jest to również historia każdego z nas. My także bywamy bardzo często zranieni w bitwie, której na imię „życie". Zranieni jesteśmy przez zło, nasze zapo¬minanie o Bogu, kłopoty i cierpienia naszego codziennego życia. Podobnie jak ten młody żołnierz, my również tracimy niekiedy smak życia. Tracimy nadzieję w to, że cokolwiek ma sens. Tracimy nadzieję w to, że jest Bóg, który nas kocha, który się nami opiekuje, na którego możemy zawsze liczyć i który wszystko może nam wy¬baczyć. Tracimy smak życia i nie chcemy spożywać tego Pokarmu, który obdarza nas prawdziwym życiem, który umacnia nasze serca i dusze.
Jakże często poranieni w bitwie życia ludzie szukają lekarstwa i uzdrowienia w takim pokarmie, który uzdro¬wienia i siły dać im nie może. Wielu szuka ukojenia i lekarstwa w narkotykach, alkoholu, wyżyciu się sek¬sualnym, w dogadzaniu własnej pysze, w pomnażanych na wszystkie sposoby przyjemnościach... Ale wiemy, że taki pokarm, który oferuje świat, nikomu jeszcze uzdro¬wienia, szczęścia i zadowolenia nie przyniósł. Czy spot¬kaliśmy bowiem kiedyś szczęśliwego narkomana, alkoholika, człowieka, któremu przyniosło szczęście do¬gadzanie własnym namiętnościom? Pokarm, który oferuje świat, nie tylko nie czyni szczęśliwym, nie tylko nie uzdrawia, nie tylko nie nasyca, ale prowadzi jeszcze do większej choroby, głodu i pragnienia.
Matka piekąca chleb, w opowiedzianej na początku historii, włożyła w te czynności tyle troski i miłości, że ten chleb uleczył jej syna. Bóg również przygotował dla nas pokarm, w którym nie tylko zawarł całą swoją miłość i troskę o nas, ale również dał nam w tym pokarmie samego siebie, swoje Ciało i Krew. Słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii słowa Chrystusa: „Zaprawdę, zapraw¬dę powiadam wam: jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie".
Tak jak ten ojciec w przytoczonej na wstępie historii powiedział do swojego syna: „Synu, twoja matka upiekła dla ciebie chleb", tak wasz kapłan przypomina wam dziś w imię Chrystusa: Oto chleb, który przygotował dla nas Ojciec niebieski. Bierzmy Go i spożywajmy! Bo jedynie ten Chleb może dać nam życie. Jedynie ten Chleb daje duchowe zdrowie i duchową siłę. Jedynie ten Chleb jest światłem i mocą dla umęczonego umysłu, pokarmem dla zranionego ducha, lekarstwem dla naszych chorych serc.
Andre Frossard powiedział kiedyś: ,,Ze wszystkich darów, które ofiarował mi chrystianizm, Eucharystia wy¬daje mi się najpiękniejszym". Czy my również myślimy podobnie? Czy doceniamy ten największy cud Bożej miłości? Czy staramy się być wdzięczni Bogu za to, że jak mówi przepiękna pieśń eucharystyczna: ,,Do końca nas umiłował!".
Słowo Eucharystia - znaczy dziękczynienie. Zatem Uroczystość Bożego Ciała, to nic innego tylko dzień dziękczynienia. Dziękujmy więc dziś Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, jak tylko potrafimy najlepiej za ten bezcenny dar Ciała i Krwi Chrystusa Pana. Wyrażajmy nasze dziękczynienie nie tylko modlitwą, śpiewem cudownych pieśni, uczestnictwem w dzisiejszej procesji, ale przede wszystkim umiłowaniem Chrystusa w Eucharystii i jak najczęstszym przyjmowaniem Go do naszych serc.
Zakończmy nasze rozważanie słowami przepięknej pie¬śni:
,,Panie, pragnienia ludzkich serc Ty zaspokoisz sam. Przyjdź Chlebie Żywy, Zbawco nasz, pszeniczny Darze przyjdź. Ty Panie dajesz siebie nam, by naszym życiem być. Jak braciom służyć, naucz nas, miłością, prawdą Żyć".

POZOSTAŁ Z NAMI NA DOBRE I NA ZŁE!
Boże Ciało
,, To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę" (1 Kor 11,24)
Na grobie żołnierzy polskich poległych pod Monte Cassino wypisane są następujące słowa: „Ciała swoje oddali ziemi włoskiej, serca swoje oddali Polsce, a dusze swoje oddali Bogu". Na każdym zaś tabernakulum można by było wypisać słowa, że Pan Jezus oddał nam, ludziom, wszystko co miał: swoje Ciało i Krew, swoje Serce i Duszę, bowiem tak bardzo nas umiłował.
To miłość ku nam sprawiła, że Chrystus, Syn Boży przyszedł na ziemię. To miłość ku nam sprawiła, że żył na tej ziemi, na której my żyjemy, że radował się i smucił, tak jak my smucimy się i radujemy, że umarł na krzyżu, aby nas zbawić. Jednak to jeszcze nie koniec Jego wielkiej miłości. Aby przygarnąć do siebie cały świat i wszystkich ludzi, aby wszystkich obdarzyć swoim boskim życiem, dokonał Pan Jezus jeszcze jednego niepojętego cudu, a mianowicie ukrył swoje Ciało i Krew, całą swoją istotę pod widzialnymi postaciami chleba i wina. Właśnie pa¬miątkę tej wielkiej Chrystusowej miłości ku nam, ludziom, w dzisiejszą Uroczystość Bożego Ciała z radością świę¬tujemy.
Kto kocha - pragnie dobra i szczęścia osoby kochanej. Dowód na to, że Chrystus kochał i pragnął dobra tych ludzi, którzy szli za Nim i gromadzili się, aby Go słuchać, znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Widząc zmęczony i wygłodniały tłum Pan Jezus dokonuje cudu rozmnożenia chleba. Około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, zostaje nakarmionych cudownie rozmnożonymi przez Chrystusa pięcioma chlebami i dwoma rybami. Dokonując cudownego rozmnożenia chleba Chrystus chciał pouczyć swoich słuchaczy, że tak jak może On nakarmić i zaspokoić ich głód fizyczny, może również jako Bóg zaspokoić ich największy głód, głód duchowy.
Kto kocha - chce siebie osobie kochanej dawać. Rozmnażając chleb na pustkowiu, przygotował Pan Jezus swoich słuchaczy na inne rozmnożenie, to które miało dokonać się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy i które będzie dokonywało się nieustannie aż do końca świata. Słyszeliśmy o tym wydarzeniu w dzisiejszym drugim czytaniu. Św. Paweł wspomina w nim objawienie otrzymane od Pana Jezusa. Tej nocy, kiedy Jezus „został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę»".
Poprzez te dwa wydarzenia: rozmnożenie chleba i Ostatnią Wieczerzę miłujący nas Chrystus udowadnia nam, jak bardzo zależy Mu na tym, abyśmy byli szczęśliwi i abyśmy nigdy nie byli głodni. Bowiem jak sam nas poucza, głód naszych dusz i ciał może zaspokoić tylko On sam, dając się nam, stając się naszym pokarmem, chlebem. Dlatego mówi w Ewangelii św. Jana: „Jam jest chleb żywy. Kto do Mnie przychodzi, łaknąć nie będzie, a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie".
Kto kocha - chce być jak najbliżej osoby kochanej. Chrystus nas kocha, dlatego pozostał z nami tu na ziemi w Eucharystii na dobre i na złe. Pozostał, aby z nami nieustannie być i nam błogosławić.
Bracia i siostry! Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak bardzo jesteśmy przez Chrystusa uprzywi¬lejowani? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz kościół jest „częścią Ziemi Świętej"? A tak rzeczywiście jest, ponieważ Pan Jezus jest z nami obecny, tu i teraz w Najświętszym Sakramencie. Tak jak w Betlejem, Pan Jezus rodzi się tu, w naszej świątyni na ołtarzu podczas każdej Mszy św. Także tu, w naszej świątyni dokonuje Chrystus licznych cudów: uzdrawia nas z trądu naszych grzechów; przywraca wzrok tym, którzy nie potrafią wi¬dzieć rzeczy Bożych i duchowych; uzdrawia chromych duchowo po to, aby mogli kroczyć jego drogami. Tak jak w Kanie Galilejskiej uczestniczy Pan Jezus w każdym ślubie, który odbywa się w naszej świątyni i błogosławi nowożeńców. Tak jak płakał Chrystus nad śmiercią swego przyjaciela Łazarza, tak plącze Pan Jezus z nami tu w naszym kościele, gdy żegnamy naszych umiłowanych zmarłych. Rzeczywiście, nasz Zbawiciel tak bardzo nas kocha i tak bardzo chce być blisko nas, że uczynił nasz kościół „częścią Ziemi Świętej".
W Hiszpanii, koło Barcelony jest słynne nadmorskie miasteczko Sitgs. Jego mieszkańcy wyścielają dywanami z kwiatów na własny koszt ulice, po których ma przejść procesja Bożego Ciała. Można sobie wyobrazić, ile ton płatków i koron kwiatowych pochłania taka droga. I ludzie przez jedną noc pracują na kolanach, układają wymyślne wzory po to, aby wyrazić swoją miłość i wdzięczność dla Chrystusa, który pozostał z nimi w Eucharystii.
Bracia i siostry! Odnówmy dziś naszą wiarę i miłość do Chrystusa w Najświętszej Eucharystii również my. Bądźmy wdzięczni za Jego obecność wśród nas. Przyj¬mujmy Go jak najczęściej w Komunii Świętej. Na jego wielką miłość odpowiadajmy naszą miłością!
Zakończmy nasze rozważanie słowami modlitwy:
Chwała i dziękczynienie bądź w każdym momencie, Jezusowi w Najświętszym Boskim Sakramencie. Ile minut w godzinie, a godzin w wieczności, tylekroć bądź pochwalon, Jezu ma miłości!
Zastanówmy się, jaka jest nasza wiara, czy doświadczamy obecności Boga żywego, czy prawdziwie przeżywamy Jego miłość w naszym ciele? Jak traktujemy swoje ciało stworzone na podobieństwo Boga, które ma być Jego mieszkaniem, Jego świątynią?
Historia zbawienia ma swój początek scenie Zwiastowa¬nia, kiedy Słowo stało się Ciałem - a kończy się cielesnym zmartwychwstaniem Chrystusa. Ale kończy się tylko w sensie historycznym. Jezus, wstępując do nieba, „nie zostawił nas sie¬rotami", jak sam mówi w Ewangelii św. Jana. On trwa nadal w Kościele Świętym, w którym ustawicznie aktualizuje się Misterium Paschalne. Chrystus bowiem pozostał w swym Kościele - po wszystkie dni, aż do skończenia świata - w Ciele Eucharystycznym. Jak pisze św. Teresa z Lisieux: „Serce Ko¬ścioła bije rytmem Eucharystii".
Tajemnica wniebowstąpienia Chrystusa odsłania nam jeszcze jedną prawdę o życiu chrześcijańskim. Jezus, żegnając się z uczniami, mówi: „Idę przecież przygotować wam miejsce". Cóż to za miejsce ma dla nas Bóg? Czyż nie jest to wy¬pełnienie wcześniejszej obietnicy o tym, co Bóg zaplanował dla swoich umiłowanych dzieci; to, „czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują". To zapowiedź królestwa niebieskiego, szczęścia wiecznego, w którym zapewne kiedyś wszyscy pragniemy przebywać. Ale Chrystus mówi tutaj również o doświadczaniu królestwa Bo¬żego już tutaj, na ziemi. „Królestwo Boże jest w was".
Jezus kieruje te słowa także do mnie. Czy potrafię je przyjąć? Czy pozwalam na wypełnianie się królestwa Bożego w moim życiu?

Uroczystość Bożego Ciała Chrystus przez Eucharystię jednoczy Kościół w miłości
Prawda dzisiejszego święta jest trudna, a jest trudna po prostu dlatego, że jest wielka. Tak bywa na świecie, że wielkie rzeczy bywają trudne. Prawda dzisiejszego święta jest nam bardzo droga. Wierzymy przecież, że Bóg jest z nami. Czy przemyśleliśmy tak do końca, co znaczy, że Bóg jest z nami?
Tłumom, które były świadkami cudownego rozmnożenia chleba i nakarmienia tłumów powiedział Pan Jezus: „Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto Go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata". Prawda zawarta w tych słowach tak zasko¬czyła ludzi, że przerazili się, cofnęli i odeszli. Jezus, widząc zgorszenie, wywołane Jego zapowiedzią, rzekł do apostołów: „«Czy i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli...»". Po to, by ocalić prawdę o Bogu z na¬mi, Chrystus gotów był rozstać się z tymi, których wcześniej wybrał.
Eucharystia nie tylko była i jest sama w sobie trudna do zrozumienia. Ona jest również wezwaniem do czegoś trudne¬go, mianowicie do jedności. Pan Jezus modlił się w czasie ostatniej wieczerzy do Ojca: „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał". Myśl zawartą w tych słowach dziś doskonale rozumiemy, może nawet lepiej, niż rozumieli ją apostołowie. W świecie dziś nie ma jedności. Ludzie wprawdzie mówią o jedności. Spotykają się przy okrą¬głym stole, czy w kształcie podkowy. Radzą, debatują, ale jedności nie ma. Nie ma tej jedności w rozbitym chrześcijaństwie. Ludzie dziś nie chcą zasiadać przy jednym stole nawet w ro¬dzinach. Rozeszli się, sprzeniewierzyli się wezwaniu do jed¬ności w wierze i miłości.
Pomyślmy, co może doprowadzić ludzi do tej jedności z Bogiem i braćmi? Na pewno Eucharystia. Ona przecież jest sakramentem jedności.
W sakramencie chleba eucharystycznego uwidacznia się i dokonuje jedność wiernych, którzy stanowią jedno Ciało Chrystusa. Przy łamaniu chleba eucharystycznego, uczestnicząc w sposób rzeczywisty w Ciele Pańskim, budujemy wspólnotę z Nim i nawzajem ze sobą. Bo wielu nas jest jednym chlebem i jednym ciałem, wszyscy, któ¬rzy jednego chleba uczestnikami jesteśmy. Tak oto wszyscy stajemy się członkami tego Ciała, „a brani z osobna jesteśmy członkami jedni drugich”. Jak to się dzieje?
Ile razy przychodzimy do ołtarza, to przychodzimy także po to, by w Eucharystii szukać jedności, a potem urzeczywist¬niać tę jedność w codziennym życiu z braćmi.
Eucharystia jest ofiarą, czyli nawiązaniem łączności z Bo¬giem. Do natury stworzeń należy wyrażanie swojej zależności od Boga-Stwórcy. Istotą tej ofiary jest wewnętrzne oddanie, ofiarowanie siebie Bogu. Ponieważ człowiek jest istotą duchowo-cielesną, dlatego tę ofiarę pragnie uzewnętrznić w symbolu chleba i wina, które kładziemy na ołtarzu. Wymowa tego symbolu jest wielka, bo chleb stawia się na stole nie po to, by tam był, ale by służył jakiemuś celowi, służył do czegoś.
Starożytny tekst Didache mówi o chlebie z wielu ziaren. „I jak ten chleb rozsiany był po górach, a zebrany stał się jedno, tak niech się zbierze Kościół Twój z krańców ziemi. A żaden, który żyje w nieporozumieniu ze swym towarzyszem, niech się z wami nie gromadzi, dopóki się nie pojednają, ażeby się nie splamiła ofiara wasza". Św. Cyprian, biskup i męczennik w III wieku, doktor jedności kościoła, tak pisze: „Kiedy Pan Jezus Ciało swe nazywa chlebem, z wielu ziaren uczynionym, to chce wskazać na lud nasz w jedno zgromadzony". Każda więc ofiara eucharystyczna ma sprawiać jedność, tu przy ołta¬rzu i tam w życiu codziennym.
Eucharystia to przede wszystkim ofiara Jezusa Chrystusa, Najwyższego kapłana, którą On składa za nas swemu Ojcu. W niej Jezus składa siebie w ofierze. Poświęca się za nas, wytwa¬rza z nami najściślejszą, jaką można sobie tylko wyobrazić -wspólnotę. Następuje cudowna wymiana darów: On daje nam siebie, przyjmując w zamian nasze oddanie się Jemu. To wszystko dokonuje się poprzez spożywanie chleba, czyli jego Ciała, i picie kielicha Nowego Przymierza.
Z racji naszego zjednoczenia z Chrystusem - stanowimy Jego Mistyczne Ciało - składamy siebie w ofierze Bogu i na¬szym braciom: „Wszystkie uczynki, modlitwy, apostolskie przedsięwzięcia chrześcijan, życie małżeńskie i rodzinne, co¬dzienna praca, wypoczynek i cierpienia składane są Ojcu w eucharystycznym obrzędzie, wraz z ofiarą Ciała Pańskiego". A to wytwarza wspólnotę z Chrystusem.
Eucharystia to także uczta. Przychodzimy na Mszę św. i bierzemy Komunię św., aby miłość Bożą rozpalać w sobie i w innych, aby ją umacniać, aby ukochać bardziej bliźnich: „Jeśli¬by ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?".
Czy bierzemy Chrystusa w Komunii św. tylko dla siebie? Eucharystia nie jest tylko Komunią dla nas, ale ma prowadzić do jedności z braćmi, do dzielenia się z nimi wszystkimi dob¬rami duchowymi i materialnymi. Mamy więc czerpać z częstej Komunii św. miłość braterską, która gotowa jest wszystko dać za drugich i dla drugich.
Opowiada pewien misjonarz: W naszej wsi zdarzył się przykry dla miejscowej gminy chrześcijańskiej wypadek. Pe¬wien mieszkaniec wioski wziął sobie drugą żonę. Przestał uczestniczyć w nabożeństwie i wrócił do dawnego stylu życia. Gdy minął rok postawiłem wniosek, aby go skreślić z listy członków gminy. Radni słuchali mnie z wielkim zakłopotaniem a potem jeden z nich zapytał: Czy mówisz to poważnie? Mamy go się wyprzeć? On należy przecież do nas. Czy możesz tak po prostu odciąć członek od ciała i precz wyrzucić? Misjonarz od¬parł zdziwiony: Przecież jakiś członek może być do tego stopnia chory, że konieczność wymaga, aby go odciąć. A skąd wiesz, że ten człowiek jest tak chory, że należy go odciąć? Dobrze, że nas
o tym powiadomiłeś, bo przypomniałeś nam o winie, którą popełniliśmy. Myśmy tego człowieka zostawili samego.
A co chcecie zrobić? - pyta misjonarz. Teraz jeszcze tego nie wiemy, ale najpierw musimy się pomodlić, żeby Boga przeprosić za nasze niedbalstwo i poprosić o światło, żebyśmy poznali, co powinniśmy teraz uczynić.
I rozpoczęto modlitwy. Potem jeden z nich powiedział: W każdą niedzielę po nabożeństwie jeden z nas pójdzie do niego i przekaże mu pozdrowienie od całej parafii i powie: stracili¬śmy ciebie! Pamiętaj, że jesteś naszym bratem. Dlatego przy¬słano mnie tu do ciebie, żebym ci powiedział, cośmy dziś usły¬szeli w czasie Mszy św. Teraz kiedy ja tu cię odwiedzam, cała parafia modli się za ciebie.
Ten pomysł spodobał się wszystkim. Tak się też stało. Odtąd w każdą niedzielę, jeden z radnych udawał się do tego człowieka. Przez 14 niedziel odbywały się odwiedziny i mo¬dlitwa w kaplicy. Czternastej niedzieli człowiek ten oznajmił: Nie przychodźcie więcej. Wasza miłość zwyciężyła. Wracam do was. Przyznał się do błędu, oddalił drugą żonę i po roku pogłębiania w sobie zasad chrześcijańskiego życia znów został włączony do społeczności wierzących.
Zastanówmy się teraz przez chwilę nad sobą i odpo¬wiedzmy sobie na jedno pytanie: Czy jest w nas, przyjmują¬cych Komunię św. miłość? Czy patrzymy na siebie wzajemnie jak na braci, czy poczuwamy się do jedności? Tego chyba nam brakuje! Przychodzimy tu i bierzemy Komunię św., ale nieraz sami, z własną wiarą, z własnymi myślami, z własnymi pragnieniami, z osobistą pobożnością. Bierzemy Komunię św. tak dla siebie. Jakże mało jest na świecie takich, którzy oglądając się w lewo i w prawo, dostrzegają swoich braci, których wokół nas zgromadził i ciągle gromadzi Chrystus. Przecież On tego pragnie, byśmy wciąż stanowili wieczernikową wspólnotę, tu, w kościele, i tam, w domach i zakładach pracy.
Wracajmy dzisiaj z Chrystusem, przyjętym w Komunii św. i pamiętajmy, aby ludzie widzieli dobre czyny w nas i chwali Ojca, który w niebie jest.


Przeznaczeni.plPłockie strony

Wymiana Banerow Stron Chrzescijanskich
Friends link: visio-2013-pro-key microsoft-stellt-android-smartphone-projekt-key GĂźnstiges-8-Zoll-Tablet-von-MAS-Elektronik-key Microsoft-Project-2013-Professional-key microsoft-project-2013-editionen-key project-professional-2013-de-key microsoft-project-standard-professional-key ms-project-2013-uebersicht-preis-key microsoft-project-professional-2013-deutsch-pc-key microsoft-project-professional-2013-sale-key microsoft-project-professional-2013-product-key-kaufen microsoft-project-professional-2013-32-bit-key-kaufen office-project-keys-kaufen
Friends link: Windows-7-Professional-SP1-Key Windows-7-Professional-SP1-Key-2 Windows-7-Professional-SP1-Key-3 Windows-7-Professional-SP1-Key-4 Windows-7-Professional-SP1-Key-5 Windows-7-Professional-SP1-Key-online Windows-7-Professional-SP1-Key-online-2 Windows-7-Professional-SP1-Key-online-3 Windows-7-Professional-SP1-Key-online-4

Friends link: windows-7-home-premium-key-cheap buy-windows-7-home-premium-key purchase-windows-7-home-premium-key windows-7-home-premium-key-sale windows-7-enterprise-key-cheap windows-7-enterprise-key-sale windows-7-enterprise-key-online windows-7-home-premium-key-online buy-windows-7-enterprise-key purchase-windows-7-enterprise-key
300-208 www.pass4suresale.com 70-485 http://www.examskip.com/ 70-643